Ucho Prezesa

ucho.jpg
Spektakularny sukces cyklicznego programu kabaretowego zatytułowanego „Ucho Prezesa”, przywodzący nie bez racji na myśl złote czasy polskiej satyry (kabarety, komedie filmowe) przypadające na lata 80. ub. wieku, daje przede wszystkim asumpt do rozważań nad otaczającą nas rzeczywistością. Rzeczywistością przypominającą kabaret, którego kolejne odcinki rzesze rodaków oglądają niczym tytułowy serial.

Ileż tych odcinków już widzieliśmy, o ilu już nie pamiętamy, gdyż codzienność przynosi coraz to nowe wpadki, zwykłe śmiesznostki oraz iście komediowe gagi. Któż pamięta o nieuwiecznionej co prawda przez Kabaret Moralnego Niepokoju, ale wręcz wymarzonej do jednego z odcinków „Ucha Prezesa” aferze końskiej? Kto pamięta wcześniejsze dokonania PiS-u i jego koalicyjnych „przystawek”? Dziś uwagę przykuwają już inne tematy, m.in. działalność wielkiego łowczego IV RP – ministra (już nie ochrony) środowiska Szyszki z jego wielką wycinką. Słynie on, podobnie jak poprzednio urzędujący Prezydent, z zamiłowania do łowiectwa.

Dziwnym jednak trafem nie spotyka go za to krytyka ze strony macierzystej partii, która poprzedniego Prezydenta ochrzciła nawet mianem „gajowego”, ramię w ramię ze środowiskami zielonych upominając się o tragiczny los zwierzyny łownej łąk i lasów. Pozostając jeszcze przy ciekawych analogiach, warto zauważyć, że podobnie sprawa wygląda z zamiłowaniem do sportu obecnej głowy państwa. Siedmio-, czy nawet ośmiokrotna wyprawa na stok „na deski” w jednym tylko sezonie to wyczyn wszak nie lada, co opozycja z lubością przypomina przy każdej niemal okazji. Powiela tu ona przy okazji niecny proceder swych poprzedników, którzy z futbolowej pasji poprzedniego premiera uczynili przedmiot licznych kpin i żarcików. Żyjemy wszak w kraju, w którym dziwnym trafem bardziej tolerowane są imprezowo-procentowe wyskoki naszych wybrańców, niźli przejawiana przez nich czasami troska o własne zdrowie i kondycję fizyczną.

Rzeczywistość po dobrej zmianie dostarcza nam zatem co dnia zaskakujących nowości. To kolejna stłuczka któregoś z ministrów czy partyjnych dygnitarzy pędzących na entą galę wręczenia nagrody patrioty roku, a to kolejny spektakularny przykład deprecjonowania zasady trójpodziału władz (na rzecz swoiście pojmowanego jedynowładztwa, żeby nie powiedzieć samodzierżawia), liczne przykłady walki z samorządem (także tam, gdzie PiS ma duże poparcie, vide gminy podwarszawskie niechętne planom połączenia ze stolicą), uczynienie z publicznej telewizji tuby propagandowej jedynie słusznej linii, obłędna w swej wymowie i treści polityka historyczna państwa, działania zmierzające do faktycznej demilitaryzacji Polski (pomimo głoszących coś wręcz przeciwnego buńczucznych haseł na miarę pamiętnego „Silni-zwarci-gotowi”), czy wreszcie obserwowane w wielu dziedzinach życia dążenia do centralizacji i upaństwowienia wszystkiego, co i gdzie to tylko możliwie.

Osobny rozdział stanowią występy polityków partii rządzącej na arenie międzynarodowej, w czasie których zręczność słonia udało im się połączyć ze strojem klauna. Zaiste satyrycy nad Wisłą mają z czego wybierać, a nam pozostaje jedynie czekać na kolejne odcinki „Ucha Prezesa”.

Maciej Motas
Myśl Polska, nr 15-16 (9-16.04.2017)