Gen. „Nil” to nie „wyklęty”

Nil.jpg
Generał August Emil Fieldorf „Nil” (1895-1953) to niemal postać sztandarowa dla środowisk kreujących obecną wizję polskiej historii najnowszej. Jednak – jak się okazuje – nie jest tak do końca. Owszem, „Nil” jest przywoływany bardzo często, ale przy okazji skrzętnie przemilcza się jego poglądy i stanowisko w kluczowych dla Polski sprawach, poglądy na sytuację naszego kraju po 1945 roku.

Dlaczego? Bo nie pasuje to do czarno-białej opowieści o historii, bo postawa gen. „Nila” była całkowicie sprzeczna z tym, co się dzisiaj lansuje jako wzór patriotyzmu – tzn. z drogą, jaką wybrali tzw. żołnierze wyklęci.

W 1944 r., jeszcze jako pułkownik – „Nil” przeciwstawił się pomysłowi wszczęcia w Warszawie powstania. Wysłał nawet w tej sprawie list do Komendanta Głównego AK – gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Czy to nie była to przyczyna całkowitego odsunięcia go od spraw bieżących? Dzisiaj możemy z pełnym przekonanie stwierdzić, że „Nil” podzielił los tych oficerów KG AK, którzy sprzeciwiali się szaleńczym planom Okulickiego, Pełczyńskiego, czy (wówczas) Rzepeckiego. Wśród nich byli m.in. gen. Stanisław Tatar, gen. Albin Skroczyński, wcześniej płk Marian Drobik. Ten ostatni został w grudniu 1943 r. aresztowany przez gestapo – do dziś w nie wyjaśnionych okolicznościach. Tatar wysłany został do Londynu, żeby „nie przeszkadzał”, a Skroczyńskiego zwyczajnie odsunięto od jakichkolwiek informacji.

Przewidywania „Nila” sprawdziły się – powstanie zakończyło się niewyobrażalną klęską. On sam nie brał w ogóle w walkach, oddelegowany do tworzenia zakonspirowanej organizacji „Nie”.

Aresztowany przypadkowo – wywieziony w głąb ZSRR, wrócił nierozpoznany w 1947 r. Karty w wielkiej polityce były już rozdane. Jednak najbardziej frapujące są opinie „Nila” nt. sytuacji Polski. Pierwsza z nich dotyczy konspiracji poakowskiej. Jeden z informatorów UB relacjonował, że „Nil” oceniał, iż płk Jan Rzepecki i płk Jan Mazurkiewicz fatalnie zrobili, że w 1945 r. utrzymywali pod bronią oddziały leśne. Określił to jako „zbrodnicze i niezgodne z projektami”. Akcję ujawniania AK powinien – według „Nila” – rozpocząć Rzepecki, który powinien to zrobić bezpośrednio w rozmowach z władzami bezpieczeństwa. Jak wiemy tak się stało, ale dopiero latem-jesienią 1945 r., tymczasem „Nil” mówi o wiośnie 1945 r., kiedy była inna sytuacja.

„Nil” stał na stanowisku, że misja AK została zakończona z chwilą zakończenia wojny i organizację trzeba ujawnić, bo każda konspiracja w zaistniałej sytuacji jest drogą ku tragedii. Organizacja „Nie” miała być tylko szkieletową konspiracją cywilną, liczącą co najwyżej kilkuset ludzi. Jak się wydaje, w
1947 r. i tę formę organizacji „Nil” uważał za bezsensowną.

Inne źródło agenturalne odnotowało, że Fieldorf „wyraził się, że potępia każdą działalność podziemia i uważa, że najwyższy czas pozytywnie pracować dla kraju”. Z czego wynikało takie stanowisko? Z oceny sytuacji Polski. „Nil” uważał, że w obliczu ewentualnego konfliktu ZSRR i Ameryki (w co raczej nie wierzył) – Polska „powinna stać na uboczu”. Odrzucał też wszelką myśl o jakim ogólnonarodowym powstaniu – jego wybuch, nawet gdyby był możliwy, oznaczałby utratę potencjału biologicznego Polaków o 25 %, bo ZSRR jest wstaniu każdy taki wybuch spacyfikować. W jego opinii jedynym rozsądnym wyjściem dla Polski jest praca i nauka. To doradzał swoim byłym podwładnym i to większość zrobiła. Był więc „Nil” zwolennikiem przetrwania aktywnego, bez angażowania się politycznego po stronie PPR, ale i bez popierania Zachodu. Co ciekawe, wśród polskiej emigracji na Zachodzie, która nie znała realiów krajowych – postawa „Nila” wzbudziła niechęć i podejrzliwość. Trwało to całymi latami.

August Fieldorf był przedstawicielem obozu piłsudczykowskiego, ale jego postawa i poglądy odbiegają od tego, co nieraz o ludziach tego obozu sądzili np. narodowcy. Wśród piłsudczyków byli często ludzie rozumni, odpowiedzialni i szlachetni, tacy jak Stefan Rowecki „Grot”, Marian Drobik, czy August Fieldorf. Trzeba o nich pamiętać, i jednocześnie nie godzić się na fałszowanie historii, na tworzenie propagandowo-ideologicznej wizji dziejów, na robienie z Polaków stada baranów nie mających własnego zdania.

Tragedia „Nila” polegała na tym, że padł on ofiarą terroru stalinowskiego, mimo że nie stanowił dla ówczesnego państwa żadnego zagrożenia. Był najwyższym rangą oficerem AK, którego skazano na śmierć i wyrok wykonano. Czy los, który go spotkał jest dowodem na to, że jednak nie był realistą, że trzeba było walczyć? Nie, bo „Nilowi” nie o siebie chodziło, tylko o naród polski, wyniszczony wojną, zmęczony okupacją, pragnący żyć i pracować dla kraju, nawet takiego, jakie wyłonił się w 1945 r. Bo innej Polski wtedy nie było.

Jan Engelgard

Dzial: