Wyprawa po norweski gaz (3)

gas 3.jpg
Polsko-norweskie negocjacje trwały 17 miesięcy; aż przyszedł czas wyborów. Na trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi w Polsce i na tydzień przed wyborami w Norwegii 3 września 2001 r. premierzy Polski Jerzy Buzek i Norwegii Jens Stoltenberg podpisali w Oslo deklarację, a wieloletni kontrakt na dostawy 74 miliardów m sześć. sygnowali przedstawiciele polskiego PGNiG oraz producenci gazu z norweskiego szelfu – Statoil, Norsk Hydro, TotalFinaElf, NorskeShell, Mobil.

Rozpoczęcie dostaw 2,5 mld m sześć. surowca planowano na 2008 r., a od 2011 r. do 2024 r. miały wynieść one 5 mld m³ rocznie. Norwedzy podjęli się na własny koszt budowy całego rurociągu długości 1100 kilometrów. Kontrakt zawierał warunek „bierz lub płać”, jednak nie zakazywał reeksportu. Premier Buzek uznał kontrakt norweski za największy sukces rządu Polski od czasu wejścia do NATO.

Obecnie jest on uznawany za „symboliczny” – wielokrotnie przywołuje się go jako przykład zaprzepaszczonej szansy na uniezależnienie się od rosyjskiego dostawcy gazu. Jednak realnie nie był to, jak głosi legenda, twardy, wiążący kontrakt, ale miał bardziej charakter oświadczenia woli i zawierał klauzule umożliwiające łatwe jego uchylenie. Jego realizacja uzależniona była od tego, czy Norwegom uda się sprzedać dodatkowe 3 mld m sześć. gazu rocznie. Budowa bezpośredniego rurociągu była bowiem uwarunkowana przesyłem co najmniej 8 miliardów m sześć, a Statoil żądał gwarancji odbioru przez Polskę 5 miliardów m sześć..

Peter Mellbye, wiceprezes ds. gazu, mówił jasno: „bez takich gwarancji kontraktu nie będzie”. Tak więc na 3 mld m sześć. gazu Norwedzy mieli znaleźć odbiorców w Szwecji lub w innych krajach. Zastrzegli więc sobie prawo do wycofania się z kontraktu do końca 2002 r. gdyby nie udało im się sprzedać brakujących ilości. Było jednak oczywiste, że oficjalne rządowe prognozy zużycia gazu są całkowicie błędne i w 2008 r. nie ma w Polsce miejsca na dodatkowe 5 mld m sześć. gazu z Norwegii.

Do dzisiaj spornym elementem kontraktu norweskiego jest cena gazu. Był on z pewnością droższy od rosyjskiego. Premier Miller, którego rząd odziedziczył ten kontrakt, twierdził, że jest droższy o 30%, natomiast prezes Piotr Woźniak utrzymuje, że różnica wynosiła jedynie „plus minus 7%” w stosunku do ceny Gazpromu. Oficjalnie utrzymywano, że na zachodniej granicy jego koszt miał być „niewiele droższy” niż dostarczony tam gaz rosyjski. Jednak warto przytoczyć pełną wypowiedź prezesa Lipko z PGNiG:

„EuRoPol Gaz za przesył surowca stosuje ceny zaniżone, nie uwzględniające potrzeb ekonomicznych firmy. Jeśli EuRoPol Gaz urealni wysokość opłaty przesyłowej, to w Polsce północno-zachodniej gaz norweski będzie miał konkurencyjną cenę wobec gazu rosyjskiego”.

„Jeśli” i nie „tańszy”, ale „konkurencyjny”. Nie mamy więc do czynienia z bezspornie ustalonymi faktami. Sytuacja ta jest dla Polski dość typowa: fundamentalne sprawy są po 15 latach wciąż utajnione, choć ówczesne warunki i tajemnice handlowe nie mają już żadnego znaczenia. Jednak dzięki temu można budować i podtrzymywać legendę norweskiego gazu, a zwalczające się strony mogą bez końca powtarzać swoje sprzeczne wersje.

Podczas uroczystości politycy składali deklaracje całkowicie rozbieżne z rzeczywistym stanem rzeczy. Premier Buzek oświadczył, że podpisanie kontraktu norweskiego sprawi, że „w przyszłości konsumenci będą to mogli odczuć w postaci niższych cen”. Jak jednak można, kupując droższy gaz, zapewniać konsumentów, że jego cena będzie niższa?

W trakcie zatwierdzania umowy w składzie rządu wybuchł bunt. Pani minister skarbu Aldona Kamela-Sowińska w ostatnich dniach urzędowania powołała nową radę nadzorczą PGNiG (starej skończyła się kadencja), w której przewagę zyskali przeciwnicy umowy. Nowy przewodniczący Rady, Andrzej Arendarski chciał renegocjować umowę, twierdząc że „kontrakt norweski jest nieskuteczny, niepotrzebny i za drogi”.

Dlaczego? Już w czasie negocjacji zarząd PGNiG wiedział, że kontraktowi norweskiemu musi towarzyszyć zmniejszenie dostaw od Gazpromu, a to wymagało zgody drugiej strony. Bez renegocjacji ilości gazu z Rosji, kontrakt norweski pozostaje mrzonką, którą można wykorzystywać przed wyborami, jednak realnie jego wejście w życie jest uzależnione od Rosjan, przeciwko którym został zawarty.

Gdy w polskim rządzie dowiedziano się o tym, wiceminister skarbu Barbara Litak-Zarębska oskarżyła PGNiG o „działanie w złej wierze”, uznając że podpisanie kontraktu norweskiego przed renegocjowaniem kontraktu jamalskiego mogłoby być uznane za „działanie na szkodę państwa”. Jego zatwierdzenie stawiało polski rząd i PGNiG w dramatycznej sytuacji negocjacyjnej wobec Rosji i Gazpromu. Gdy we wrześniu 2001 r. pani wiceminister skarbu Litak-Zarębska informowała o tym premiera Buzka, pisała: „ujawnienie ww. informacji stanowi ryzyko kompromitacji Polski na arenie międzynarodowej”.

Jednak premier Buzek był tak zdeterminowany, że na posiedzeniu rządu w dniu 3 października 2001 r. pytał ministra Karbownika o krajowe wydobycie: „czy Polska nie może na przykład zejść na miliard m sześć.?” Był to wyraz skrajnej determinacji –chciano ograniczyć produkcję krajową, w sektorze zatrudniającym tysiące pracowników i na dodatek dostarczającym najtańszy gaz.

W końcu Norwedzy nie znaleźli dodatkowych odbiorców, a w Polsce na dodatkowe 5 miliardów nie było popytu. Pod koniec 2002 r. Statoil informował, że „postęp w rozmowach ze Szwecją jest zerowy”, jednocześnie szukał zbytu na swój gaz i oferował Niemcom większe zakupy surowca, gdyż, jak stwierdzał wiceprezes Mellbye, „transport przez Niemcy dla małych ilości gazu to jedyna realistyczna opcja”.

2 grudnia 2003 r., czyli półtora roku po jego podpisaniu, Statoil i PGNiG poinformowały o unieważnieniu „dużego” kontraktu norweskiego. Jak stwierdzono we wspólnym komunikacie:

„Wobec braku możliwości sprzedaży gazu na rynki skandynawskie, które miały wynosić ok. 3 mld m sześć. oraz braku możliwości ulokowania na rynku polskim dodatkowej ilości ok. 5 mld m sześć. gazu ziemnego rocznie, nie zostały spełnione podstawowe założenie ekonomiczne przedsięwzięcia”.

W lutym 2004 r. Rada Ministrów zrezygnowała z zatwierdzenia długoterminowej „Umowy Sprzedaży Gazu” z 3 września 2001 r. Przez wiele lat podobnie dogorywał kontrakt duński. Zarząd PGNiG wielokrotnie przedłużał jego obwiązywanie, aż ostatecznie wygasł on z końcem 2004 r.

CDN
Andrzej Szczęśniak
za: szczesniak.pl

Dzial: