Do braci Słowian!

koniusz.jpg
Bez Ukrainy, a ściślej Ukraińców obydwu języków, Rosja stanie się eurazjatyckim państwem, a jej gazowo – naftowe arterie omijające Centralną Europę w swojej dążności na Zachód niewiele tutaj zmienią. Bez wpływu na Ukrainę Polska prędzej czy później spadnie do roli drugorzędnego państwa, tkwiącego w kleszczach między Berlinem a Kijowem.

Nie łudźmy się, bez udziału Ukrainy słowiańskie projekty odtworzenia systemu bezpiecznego bytowania dla naszych narodów, staną się czystą i beznadziejną utopią. Tymczasem polityczny świat trzeszczy już teraz u swoich egzystencjalnych podstaw.

Towarzyszy temu: ideowy ferment, ekonomiczny nieład, kolorowa inwazja na Zachodnią Europę, renesans islamu, potężnienie kontynentalnych Chin. Amerykańskie zwycięstwo Trumpa należy traktować raczej jako sukces epigona starych demokratyczno – liberalnych czasów, który w gruncie rzeczy, jakby otwierając nową epokę, ma za zadanie ratować rządy zgranej oligarchii Wschodniego Wybrzeża. Nowe czasy wymagają rzetelnej inwentaryzacji rzeczywistego stanu różnych spraw, ale także nowego spojrzenia i budowania śmiałych politycznych konstrukcji, wybiegających ku przyszłości. I z tej perspektywy, to co widzimy na Ukrainie jest swoistym znakiem epoki, a rządząca Kijowem soldateska, to rząd o wątpliwym pochodzeniu, miernej reputacji i dwuznacznej prawomocności; pełni on rolę anglosaskiego dywersanta w kluczowym miejscu słowiańskiej Eurazji.

Trzeba sobie zdać sprawę i z tego, że przewlekły militarny konflikt w Donbasie, jeśli tylko nie doprowadzi do głębszych rozstrzygnięć w bliskiej przyszłości, nie jest dla Moskwy sukcesem. Wywiązała się tam bowiem taka krwawiąca rana, którą stale trzeba doglądać i wciąż opatrywać. Także sam pomysł zmiany granic pod mianem Noworosja, z punktu widzenia wielkiej polityki w końcu też jest przedsięwzięciem karłowatym, wikłającym Kreml w niekończący się konflikt. Zatem cała Ukraina winna przyłączyć się do słowiańskiej jedności.

W tak zarysowanych okolicznościach starcie donbaskich batalionów z pododdziałami Zachodniej Ukrainy, odwołującym się do Stefana Bandery, nabiera nieco innego charakteru. Zauważmy, że ukraińskie państwo, dysonując w końcu nie tak małą armią i wsparciem Waszyngtonu jest dziwnie indolentne. Czy czasem nie chodzi więc o to, by w jednakowym stopniu wykrwawić i wschodnie Opołoczenie i galicyjskich wyznawców ideologii Doncowa. Pomijając osobiste oceny oraz sympatie, jedni i drudzy żyją umiłowaniem własnej nacji i ojczyzny.

Gdy dzieło zniszczenia będzie więc wystarczająco wielkie, zaś wykopany rów uprzedzeń i rozbuchanej nienawiści bardzo głęboki, wtedy ugruntowane zostanie panowanie nad Ukrainą grup wpływu obcych duchem i kosmopolitycznych w usposobieniu. Jeśli powyższe rozumowanie jest prawidłowe, to Ukrainę czeka wówczas degrengolada, emigracja wielkich rzesz do Polski i Rosji oraz z drugiej strony powrót Dzikich Pól.

Nie jest to dobra wiadomość ani dla Moskwy, ani dla Warszawy. Jedyna nadzieja w tym, że obie strony tej beznadziejnej i bratobójczej wojny znajdą punkt politycznej równowagi i licząc na zbudowanie federalnego państwa wspólnie pomaszerują na Kijów, co jest przecież zmorą ukraińskich oligarchów. Byłby to kompletny zwrot akcji i także dobre rozwiązanie dla Polski.

Dlatego nie należy jątrzyć, trzeba wyciszać zbyt egzaltowanych zwolenników obecnego kijowskiego reżimu i przede wszystkim czekać oraz mieć nadzieję, że obowiązującym kierunkiem kremlowskiej polityki jest zachowanie państwowej jedności Ukrainy, pod nowym narodowym kierownictwem. Przebieg walk na donbaskim froncie może właśnie wskazywać na tę możliwość. Mniemam, że jest to jedyne korzystne dla wszystkich rozwiązanie.

Antoni Koniuszewski

Dzial: