Przeczekać Trumpa…

trump 6a.jpg
Rządzący w Polsce establishment przyjął wobec wyboru Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA strategię strusia – chowania głowy w piasek. Najpierw tak PO (co naturalne), jak i PiS (po cichu) stawiały jednoznacznie na Hillary Clinton, przy czym politycy obozu Jarosława Kaczyńskiego mówili o „mniejszym złu”.

Im bliżej zwycięstwa Trumpa, tym takich głosów było mniej, by oportunistycznie udawać na końcu radość, że to niby taka amerykańska „dobra zmiana” i w ogóle, to Kaczyński jest niemal akuszerem tego sukcesu.

Nastroje polityków PiS są na pewno znacznie mniej optymistyczne niż publiczne deklaracje. Jest pewne, że są one bliźniaczo podobne do tego, co na ten temat sądzą ludzie z obozu Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, tyle tylko, że ci drudzy mogą się na ten temat wypowiadać publicznie i jednoznacznie, a pisowcy muszą udawać, że się cieszą. W rzeczywistości jednak drżą ze strachu przed kolejnym amerykańsko-rosyjskim resetem, przed wielkim porozumieniem Trump-Putin. Póki co sami się oszukują, czego najlepszą ilustracją jest opinia Ryszarda Czarneckiego, który w wywiadzie dla „Polska The Times” mówi: „Jako człowiek, który od lat pasjonuje się amerykańską polityką powiem, że każdy amerykański prezydent, nawet Ronald Reagan, na samym początku swojej prezydentury wygłaszał deklaracje o naprawie stosunków z Moskwą, szansach porozumienia, czy to były czasy Związku Radzieckiego, czy obecnej nowej Rosji. To pewien rytuał, ja bym nie przewiązywał do tego zbyt dużej wagi”. No cóż, pogratulować tylko niefrasobliwości i dobrego humoru.

Jest rzeczą zdumiewającą, że jak do tej pory żaden poważny polityk, tak PiS, jak i opozycji – nie odważył się wyartykułować jakiejś rozsądnej koncepcji wyjścia naprzeciw zmianom, które dokonują się w polityce światowej. Polscy politycy niezłomnie tkwią w okopach Donbasu, razem z postbanderowskimi batalionami ochotniczymi i z panami Turczynowem czy Awakowem. Nie dostrzegają, że i na samej Ukrainie pojawiły się pierwsze jaskółki zmiany – nie chodzi tu tylko o enunacjace Nadii Sawczenko, ale i o głos znanego i wpływowego oligarchy Olega Pinczuka, który w samym „Wall Strett Journal” napisał, że trzeba pogodzić się z Rosją, nie podnosić przez 15-20 lat kwestii Krymu i zrezygnować z prób wejścia do NATO. Pinczuka ogłoszono – a jakże – „agentem Putina” i „zdrajcą”, ale po cichu mówi się w Kijowie, że dla jego propozycji nie ma alternatywy.

Tak oto, może dojść do sytuacji, że i Ukraina przystosuje się, albo dostanie nakaz przystosowania się do nowej sytuacji, tylko u nas będą nadal walić w tarabany. Czy naprawdę nikt w kraju o takiej tradycji i potencjalne nie odważy się głośno powiedzieć jaka jest prawdziwa sytuacja i wezwać do rewizji szaleńczej polityki na Wschodzie?

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 5-6 (29.01-5.02.2017)