Agenci i zdrajcy, czyli kto?

premier.jpg
Do tej pory sądziłem, że polskie życie polityczne nie jest mnie w stanie zaskoczyć żadnym nonsensem. Myliłem się. Okazuje się, że nasze życie polityczne to niewyczerpany zasób nonsensów. Oto urasta do pierwszorzędnego zagadnienia sprawa rzekomej zdrady państwa polityków PO i Nowoczesnej, którzy mieli prosić o interwencję zewnętrzną w czasie ostatniego zamieszania w Sejmie.

Uważam, że od momentu wejścia do UE i NATO o żadnej zdradzie w takim przypadku nie może być mowy. Jeżeli pani premier uroczyście wita obce wojska w granicach państwa polskiego, jeżeli obywatele polscy skarżą – i to z sukcesami – państwo polskie do międzynarodowych trybunałów, jeżeli przyjmujemy miliardy euro od międzynarodowych instytucji i wydajemy je na cele wskazane przez te instytucje, to kto tu jest zdrajcą i kto broni niepodległości? Ostatecznie gdyby politycy PO i Nowoczesnej poprosili o pomoc prezydenta Putina, to w obecnej międzynarodowej sytuacji politycznej byłaby podstawa do oskarżenia o zdradę. Jednak nie stawia się im zarzutu o proszenie o pomoc Rosji, ale instytucji UE. Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, więc nie dziw się, że komuś to dynda i powiewa.

Chętnym do ścigania polityków PO i Nowoczesnej, jako zdrajców, trzeba przypomnieć fakt, który znakomicie ilustruje w jakim żałosnym i godnym pogardy stanie jest niepodległość Polski. Oto władze Ukrainy, państwa będącego w rozkładzie, któremu Polska udziela bezwarunkowego wsparcia niemal we wszystkich dziedzinach, którego obywatelom przybywającym do Polski stwarza coraz lepsze warunki do osiedlania się, zabraniają wjazdu do siebie prezydentowi Przemyśla. Powodem ma być antyukraińska działalność prezydenta. I co na to bezczelne działanie polskie władze? Na razie zastanawiają się, badają, obwąchują. Pewnie skończy się na rozmyciu sprawy, może łagodnym pogrożeniem paluszkiem po którym będzie uniżone tłumaczenie, no wiecie, musimy tak, bo taki ku... mamy elektorat.

W normalnym kraju reakcja byłaby błyskawiczna i retorsje dla Ukrainy dotkliwe, a dopiero po tym wyjaśniamy sobie, żeby nie było gorzej. Czy fakt, że władze państwa polskiego pozwalają Ukraińcom włazić sobie na głowę nie jest zdradą? Nie jest działaniem na niekorzyść polskich interesów? A może to zachowanie świadczące o agenturalności? Nawet nie będę pytał czyja agentura kryje się za tą haniebną niemocą i upokorzeniem. Nie będę pytał tym bardziej, że już postawienie takiego pytania skazuje na posądzenie bycia ruskim agentem, co zamyka każdą dyskusję.

Andrzej Szlęzak
Fot. premier.gov.pl