Ukraiński nacjonalizm zagraża Polsce

zgorzelski 4.jpg
Współpraca międzynarodowa, a szczególnie polityka wobec naszych wschodnich sąsiadów, zostały przez rząd porzucone na rzecz pozornych gestów i niezrozumiałej uległości. W cieniu tak szkodliwego dla nas wszystkich konfliktu w polskim parlamencie, na Ukrainie rozpoczyna się bardzo niebezpieczny proces rehabilitacji zbrodniarzy OUN-UPA. Na naszych oczach zaczyna się realizować scenariusz budowy tożsamości narodowej Ukrainy opartej na zakłamywaniu historii.

Nie ulega wątpliwości, że Polska i Ukraina mają trudną wspólną historię. Mordy na dziesiątkach tysięcy polskich dzieci, kobiet i mężczyzn, popełnione przez zbrodniarzy z UPA, hektolitry krwi niewinnych przez nich przelane, kładą się do dzisiaj ponurym cieniem i utrudniają współpracę naszych dwóch narodów. Te tragiczne wydarzenia, o których nie chcą pamiętać lub nie miały szansy się nauczyć młode pokolenia na Ukrainie, jest dzisiaj zakłamywane i używane do budowy tożsamości państwowej tego kraju. Apologeci OUN-UPA, tacy jak szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wjatrowycz, nazwany przez księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ukraińskim Goebbelsem, rozpoczęli polityczną walkę o zatarcie zbrodni.

IPN kierowany przez Wjatrowycza zainicjował właśnie akcję rehabilitacji ukraińskich zbrodniarzy i morderców. Już wkrótce odpowiedni projekt ustawy zostanie wniesiony do Rady Najwyższej Ukrainy. Postawa tamtejszych władz będzie przychylna ustawie, bo Ukraina stoi w obliczu potężnego kryzysu, w tym kryzysu tożsamości i budowanie poczucia jedności wspólnoty wobec tragicznych wydarzeń z przeszłości jest im po prostu na rękę. Tylko silny nacisk międzynarodowy może sprawić, że uda się uniknąć bardzo niekorzystnego dla nas scenariusza.

Tymczasem polski rząd wydaje się nic nie robić z tych groźnych sygnałów, płynących ze Wschodu. Zamiast budowania silnej pozycji Polski na arenie międzynarodowej, premier i ministrowie wydają się być bardziej zajęci podsycaniem konfliktu wewnątrz kraju. Niedawne wydarzenia w Sejmie pokazały prawdziwą, agresywną twarz polityków obozu rządzącego. A przecież to rozniecanie nienawiści i podziałów między Polakami nie służy Polsce. W czasie gdy uwaga większości mediów zajęta jest kolejnymi oskarżeniami, które wysuwali wobec siebie politycy, na Ukrainie postępuje proces zmierzający do uczynienia morderców Polaków bohaterami. Warto podkreślić, że to zakłamywanie historii służy tylko i wyłącznie partykularnym celom obecnego ukraińskiego rządu. Dlatego działać musimy teraz, szybko. Zanim staniemy wobec poważnego międzynarodowego konfliktu, który osłabi pozycję naszego kraju.

Historii już nie zmienimy, ale możemy dbać o pamięć o krwawych wydarzeniach rzezi Wołyńskiej, o właściwe postrzeganie i ocenę postaw ludzi z tamtych lat. Dla Polaków to wielka tragedia, okupiona polską krwią. Pamięć o Wołyniu jest w Polsce bardzo żywa. Dlatego tak niebezpieczne jest rozniecanie przez ukraiński rząd demonów nacjonalizmu. Znamy to z historii. Nieporozumienia przeradzały się w nienawiść, nienawiść w agresję, agresja w morderstwa. A przecież może być inaczej! Budowa poprawnych stosunków między Polską i Ukrainą już się rozpoczęła, niejako oddolnie.

Niespokojna sytuacja w Donbasie spowodowała emigrację. Wiele młodych Ukrainek i Ukraińców znalazło w Polsce bezpieczną przystań, pracę. Tutaj studiują, tutaj poznają swoich partnerów, zakładają rodziny. Pojawiające się tu i ówdzie informacje o złym traktowaniu Ukraińców pracujących w Polsce są także wynikiem nieprzychylnej atmosfery, jaka wytworzyła się w wyniku ostentacyjnej gloryfikacji OUN-UPA na Ukrainie. Jestem przekonany, że zdecydowana większość Ukraińców nie ma nic wspólnego z kultem UPA, który jest nachalnie narzucany administracyjnie przez władze w Kijowie. Ludzie ci płacą cenę za tę politykę.

Trzeba jednak pamiętać, że część Ukraińców uległa szowinistycznym tendencjom i ludzie tacy są także w Polsce. Próbują oni wpływać na polską opinię publiczną między innymi poprzez niedopuszczalne ingerowanie w polski dyskurs na temat polsko-ukraińskich stosunków. Zajmują się oni także dyskredytowaniem i oczernianiem tych polskich ośrodków i środowisk, które domagają się prawdy o tym, co wydarzyło się na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej i uznają OUN-UPA za formację zbrodniczą. Co gorsza, ta niedopuszczalna aktywność znajduje wsparcie niektórych polskich instytucji i mediów.

Dlatego dzisiaj trzeba powiedzieć zdecydowanie i stanowcze nie dla ukraińskiego nacjonalizmu. Polski rząd musi podjąć działania we współpracy z instytucjami międzynarodowymi. Ukrainie trzeba pomóc, ale ta pomoc nie może być bezwarunkowa. W przeciwnym razie możemy stanąć wobec wielkiego niebezpieczeństwa, którym są wzajemne pretensje dwóch narodów. A to już znamy z historii. Aż za dobrze.

Sytuacja z Ukrainą pokazuje nam też dlaczego tak ważne jest budowanie sojuszy i porozumienia na arenie międzynarodowej. Dzisiejsza polityka to przede wszystkim znajdowanie partnerów w innych krajach. Czy tego chcemy czy nie, perspektywa Polski oceniana jest globalnie. Konflikty, które regularnie generuje polski rząd w instytucjach międzynarodowych na pewno nie sprzyjają takiemu porozumieniu. Obserwując niektóre aktywności rządu z zewnątrz wygląda to tak, jakby działała w nim antypolska racja stanu, zaślepiona bieżącą polityką, bez długofalowej wielowymiarowej analizy konsekwencji tego destruktywnego działania.

Polska i Ukraina stoją przed wielką szansą normalizacji stosunków i budowy wspólnej lepszej przyszłości dla dobra obojga naszych narodów. Twórzmy szansę, budujemy możliwości, rozwijajmy wspólne projekty. Korzystajmy z tego co w nas najlepsze. Nie pozwólmy, by politycy dla swoich bieżących celów, zniszczyli tą szansę. Bo konsekwencje takiej destrukcji będziemy odczuwali przez dziesiątki lat. I pamiętajmy o mądrych i ważnych słowach Witosa: nie ma sprawy ważniejszej niż Polska.

Piotr Zgorzelski
Autor jest posłem PSL
Tekst pierwotnie ukazał się w dziale „Opinie” na portalu wp.pl