Potrzeba pracy długodystansowej

Parulski_Ryszard.jpg
„Powinniśmy nie zamykać się w koteriach, klubach wzajemnej adoracji, lecz być otwartym na wszystkie środowiska społeczne, a jednocześnie kształtować je w duchu patriotyzmu polskiego, nie jego szowinistycznego wynaturzenia, lecz właśnie patriotyzmu” – mówił zmarły kilka dni temu mec. Ryszard Parulski w wywiadzie dla „Myśli Polskiej” (nr 16/2007).


Panie Mecenasie, czy Polska jest krajem niepodległym?

- Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jesteśmy krajem niepodległym, ale nie suwerennym. Bo suwerenność w dzisiejszych czasach wymaga gospodarki wystarczająco silnej dla przeciwstawienia się próbom narzucenia z zewnątrz woli politycznej metodami ekonomicznymi. Wiąże się z tym pytanie czy w takim kraju może być demokracja, którą się szczycimy? W moim odczuciu, nie, gdyż obywatel oddający głos musi być świadomy swego wyboru, nie podlegać naciskom. A dominujące nad świadomością społeczną środki masowego przekazu znajdują się nie w polskich rękach.

Stawia więc Pan tezę o związku gospodarki z demokracją i świadomością społeczną.
- Tak. Gdyby gospodarka narodowa była na wskroś wolna i stwarzała warunki godziwego poziomu życia obywateli, to łatwiej byłoby tę suwerenność uzyskać. Godziwy poziom życia wiąże się nie tylko z zamożnością, ale i z odpowiednią ilością czasu wolnego, możliwością kształcenia, a w rezultacie warunkami do budowania własnej uargumentowanej opinii. Trudno tego wymagać od człowieka ledwo wiążącego koniec z końcem, gdy zmordowany wraca do domu, otwiera telewizor i pozwala sobie wsypywać do głowy sieczkę z "przekaziorów" wraz z gotowym schematem narzuconej opinii.

Przejdźmy jednak do obecnej kondycji Ruchu Narodowego. Jaka ona jest?
- Ci, którzy obecnie powołują się na tradycję endecką wyrządzają niebywałą krzywdę tej myśli i Polakom. Sztucznie zabiegają o głosy, metodami zmieniającymi się zależnie od "wiatru" prowadzą do tego, że nawet głoszone przez nich słuszne poglądy i postulaty, są przez opinię publiczną odrzucane. Bowiem pogoń za procentami poparcia, agresja, niezrozumiałe gry polityczne, czynią tych polityków niewiarygodnymi. Młodzi ludzie w naszym Ruchu za swój cel uważają zrobienie kariery politycznej per fas et nefas, co z kolei narodowcom czy sympatykom naszego Ruchu w wieku średnim nie odpowiada i dystansują się. Polityka jest przecież służbą.

Czyli przeciwieństwo sytuacji przedwojennej, gdy SN po 1926 r. został odsunięty od władzy, ale sprawował "rząd dusz".
- I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zaniedbanie walki o "rząd dusz" powoduje, że obecna emanacja Ruchu jest traktowana jako jeszcze jedna grupa pchająca się do tzw. żłobu.

Niemniej bezsprzecznym sukcesem było wprowadzenie przez LPR do Sejmu przedstawicielstwa narodowców.
- Temu nie sposób zaprzeczyć, przeciwnie, należy podkreślać. Niemniej przywództwo poszło w kierunku, o którym mówiłem. Wiele akcji podejmowanych przez MW czy LPR nie jest akceptowana społecznie, może nie tyle ich istota, ile sposób ich podejmowania.

Zauważmy jednak akcje w obronie życia nienarodzonych, a dziś konstytucyjną batalię o tę sprawę.
- Widzę to nieco inaczej. Naszym zdaniem jest umacnianie związku polskości z katolicyzmem, a nie akcje, które będą dzielić Polaków. W takich kwestiach jak zabijanie nienarodzonych czy propagowanie homoseksualizmu należy ufać stanowisku Kościoła, a nie wyręczać czy zastępować Go. Zadania ruchów czy partii politycznych są inne. Dmowski przecież nigdy nie był klerykałem, endecja pod jego kierownictwem nie wchodziła na pole zarezerwowane dla Kościoła instytucjonalnego, ale kładła nacisk na związek katolicyzmu z polskością.

Każdy ma prawo do pomyłek...
- Wszyscy jesteśmy omylni, bo jesteśmy ludźmi. A ponieważ struktury polityczne, w tym partie, są kierowane przez ludzi, więc i one popełniają błędy. Nie przypominam sobie jednak, by którykolwiek z polityków publicznie powiedział: "Prawda, palnęliśmy głupstwo. Trzeba to jakoś naprawić". Jestem głęboko przekonany, że taka postawa przyniosłaby korzyść takiej partii. Przeciwnie w sposób zaciekły broni się ewidentnych błędów, czasami nawet z zażenowaniem, ale broni się sprawy absolutnie przegranej czy niesłusznej. Jeśli powstanie nowe ugrupowanie o charakterze narodowo-patriotycznym, winno taką postawę przyjąć w przypadku popełnienia błędu, co wymaga odwagi cywilnej.

Jak Pan widzi kierunki rozwoju Ruchu Narodowego?
- Powinniśmy nie zamykać się w koteriach, klubach wzajemnej adoracji, lecz być otwartym na wszystkie środowiska społeczne, a jednocześnie kształtować je w duchu patriotyzmu polskiego, nie jego szowinistycznego wynaturzenia, lecz właśnie patriotyzmu. Jest jeszcze jedna sprawa, niestety tylko na pozór oczywista: powinniśmy gromadzić w naszych szeregach ludzi wykonujących na co dzień solidnie swoje obowiązki i po prostu porządnych. Ponadto nie możemy stosować cezury PRL-owskiej. Nieważne gdzie należałeś w okresie PRL, ale kim byłeś, jak się zachowywałeś.

Każdy ruch polityczny wymaga przywódców, autorytetów. Jak widzi Pan tę sprawę obecnie?
- To ważne zagadnienie. Powinniśmy kreować autorytety, ale nie takie, które potem trzeba by było odbrązowić. Wszyscy, a szczególnie młodzi autorytetów potrzebują. Należy jednak odrzucić wodzostwo na rzec przywódcy, którego pozycja wynika z wiedzy, zaangażowania w sprawy polskie, a nie wąsko pojęte partyjnictwo, umiejętności politycznych oraz postawy moralnej. Przypominam, że wodzostwo było obce Ruchowi Narodowemu przed wojną, w przeciwieństwie do sanacji. Powinniśmy też umiejętnie tworzyć drugi i trzeci szereg przywódców, co – w każdym razie do niedawna – umiejętnie czynił obóz kosmopolityczny, czyli SLD, UW i ich przybudówki. Inaczej, gdy "wódz" wypali się lub skompromituje, upada partia.

Każda partia polityczna działa jednak w określonych warunkach, ma takie czy inne ograniczenia...
- Oby Ruch Narodowy, jak i aktualnie rządzący zdawali sobie sprawę z własnych ograniczeń. Myślmy o rozwoju gospodarki, nie wykrzykujmy, że mamy wspaniały pieniądz, gdy jednocześnie ok. 3,5 mln Polaków żyje na granicy minimum biologicznego, a 6 mln poniżej minimum socjalnego. Jesteśmy najbiedniejszym krajem w Unii Europejskiej, ale mówimy o wielkich sukcesach gospodarczych. Bez względu na to czy są czy ich nie ma, nie przekładają się na poziom życia przeciętnego Polaka.

Ceny zbliżają się do poziomu unijnego, podczas gdy płace różnią się od unijnych dwu- a nawet pięciokrotnie. Dodajmy do tego rozpanoszoną korupcję.
- Na naszych oczach, prócz klasycznej, rodzi się nowy rodzaj korupcji. Większość partii nie posiada zaplecza fachowego i obsadza wiele stanowisk ludźmi nie przygotowanymi do ich sprawowania. Pobierają oni nieproporcjonalnie wysokie wynagrodzenia w stosunku do swoich kwalifikacji, a w przypadku odwołania pobierają niebotyczne odprawy, idące niekiedy w setki tysięcy lub nawet w miliony złotych. Czyżby z tym nie można było sobie poradzić? Bez przesady! Nie jest to wcale zjawisko marginalne. Zamiast taniego państwa mamy państwo zbiurokratyzowane i rozrzutne. Nic więc dziwnego, że nie ma pieniędzy dla ludzi solidnie pracujących. Zamiast wykorzystać prawo popytu i podaży dla rozwoju gospodarczego, u nas ogranicza się popyt. To kolejne zadanie dla Ruchu Narodowego: opracowanie i upowszechnienie modelu gospodarki narodowej, służącej nie takim czy innym wskaźnikom, ale przeciętnym Polakom. A mieliśmy wspaniałych ekonomistów - tak teoretyków, jak i praktyków – przed wojną. Dziś, niestety, zupełnie zapoznanych i zapomnianych. A i obecnie bardzo wiele moglibyśmy się od nich nauczyć. Mamy od kogo i od czego zaczynać.

Tyle że biurokracja będzie u nas rosnąć, bo struktura Unii Europejskiej jest biurokratyczna. Przejdźmy do innego tematu. Cechą Ruchu Narodowego było myślenie o sprawach narodu i państwa w perspektywie długoterminowej. Nie na dystans najbliższych wyborów czy nawet krócej – doraźnej rozgrywki politycznej. Czy teraz też?
- Niestety mamy do czynienia zbyt często z tanim efekciarstwem, "dojutrkostwem". Co więcej powinniśmy zakorzenić się społecznie. Taka praca wymaga cierpliwości i sił długodystansowca. Wysiłek ten nie da efektów za rok czy dwa, ale w dłuższej perspektywie opłaci się. Również da efekt w postaci sprawowania władzy lub udziału w niej, ale z poparciem i zrozumieniem społecznym. Rzecz w tym, abyśmy byli obecni w świadomości społecznej większości Polaków, a nie tylko wąskich środowisk. Nie spieszmy się do władzy za wszelką cenę, bo to jest przejściowe.

Między Rosją a Niemcami. To był dylemat endecji, do którego tak Dmowski, jak i wielu innych polityków narodowych, przywiązywało wagę zasadniczą i go rozstrzygnęli. Jak dziś, należy widzieć ten problem?
- Nasze położenie geopolityczne nie zmieniło się wiele, tyle że mamy krótszą granicę z Rosją niż przed wojną czy w czasach PRL. I ten wybór pozostał nadal aktualny, chyba że będziemy epatować się "egzotycznymi sojuszami", jak to określał Stanisław Cat-Mackiewicz. Wszystkie nadzieje na upadek Rosji spełzły na niczym, przeciwnie Rosja odbudowuje coraz energiczniej swoją pozycję na świecie, zarówno polityczną, jak i ekonomiczną, osłabioną po upadku Związku Sowieckiego. Natomiast w polityce polskiej dominuje wręcz chorobliwa rusofobia. Zajmujemy się Czeczenią, od lat próbujemy wyrwać Białoruś spod wpływów rosyjskich, uczestniczyliśmy aktywnie w tzw. pomarańczowej rewolucji, próbując przeciwstawić Ukrainę Rosji, zresztą bez powodzenia. Największe potęgi światowe zabiegają o rynek rosyjski, i aby ten cel osiągnąć budują dobre stosunki polityczne z Rosją, niewiele przejmując się tym, że prezydent Putin był wysokim funkcjonariuszem KGB. I nawet nie obejrzeliśmy się, gdy powstała oś Berlin-Moskwa, a oba kraje budują rurociąg przez Bałtyk z pominięciem Polski. Planują też tranzyt kolejowo-promowy również przez Bałtyk, my natomiast płacimy restrykcjami eksportowymi, prosząc UE o wstawienie się za nami do Rosji. A to my powinniśmy odgrywać rolę eksperta i pośrednika między Rosją a Zachodem. Tymczasem pozwalamy, aby Zachód wyciągał gorące kasztany naszymi rękami. Natomiast opcja proniemiecka przyniosła nam w rezultacie coraz bezczelniejsze żądania Niemców pod naszym adresem, powszechnie znane, więc nie będę ich przypominał. Głos Ruchu Narodowego w sprawie stosunków polsko-rosyjskich brzmi dziś bardzo słabo, nie bardzo wiemy czy "wypada". A tę sprawę trzeba podjąć z otwartą przyłbicą. Dwa razy w historii sojusz rosyjsko-niemiecki wymazał Polskę z mapy Europy. Właśnie endecja ma tu najwięcej do powiedzenia, bo to nasza koncepcja sprawdziła się na początku XX wieku. Natomiast w XXI wieku rysuje się nowe wyzwanie - tworzenie trójkąta Rosja, Chiny, Indie, który może zmienić zasadniczo układ sił na świecie. I ten rodzący się sojusz Ruch Narodowy musi uwzględnić w swoich koncepcjach intelektualnych, ideowych i politycznych.

Wielką wadą naszego ruchu jest stagnacja myśli narodowej, tak dynamicznie rozwijającej się na przełomie XIX i XX wieku. Jedynie Jędrzej Giertych ma zasługi w tym zakresie, choć może bardziej w historiografii niż w rozwoju doktryny. I na tym koniec.
- Tu znalazłbym sporo usprawiedliwień. Narodowcy byli niszczeni fizycznie przez Niemców, Sowietów i UB. Po zaniechaniu terroru resztki narodowców zostały zepchnięte na margines życia zawodowego i publicznego. Mamy więc ogromną lukę pokoleniową. Wprawdzie myśl narodowa uległa stagnacji, ale sam Ruch odżył, czego najlepszym dowodem pomnik Romana Dmowskiego w Warszawie.

Tak, pierwszy w dziejach i pierwszy na świecie. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Zbigniew Lipiński

Dzial: