Wyprawa po norweski gaz

gas.jpg
Gaz z Norwegii jest jednym z najbardziej w Polsce rozpowszechnionych mitów politycznych. Podtrzymywany latami, obrosły legendą, mający swoich pozytywnych i negatywnych bohaterów.
Pomimo przedstawiania faktów, dokumentów, odtajnionych protokołów, a także oficjalnych oświadczeń firm, mit norweskiego gazu trwa.

Już ponieśliśmy dwie porażki a wszystko wskazuje na to, że szykuje się następna. Obecny rząd powrócił bowiem do pomysłów dywersyfikacji dostaw gazu, a flagowym projektem PGNiG ma być rurociąg, łączący Polskę bezpośrednio ze złożami norweskiego gazu.

Warto więc dzisiaj przeanalizować pierwszą próbę gazowej dywersyfikacji, podjętą za rządów Akcji Wyborczej Solidarność i premiera Jerzego Buzka w latach 1997 – 2001. Historia ta dobrze ilustruje niemoc i błędy polskiej polityki energetycznej dążącej do dywersyfikacji. Tamta pierwsza próba winna być nauką dla obecnego obozu rządzącego, jednak, jak sądzę, raczej z niej nie skorzysta.

Uwarunkowania

Po zmianie ustroju Polska stanęła przed problemem, jak zapewnić sobie źródła energii inne niż węgiel. Według ówczesnych analiz, gaz z Norwegii kosztowałby 120 procent ceny gazu rosyjskiego, a LNG sprowadzany z Algierii statkami 140%. Przy tym nie zyskiwalibyśmy dochodów z tranzytu. Wybrano zatem Rosję i 25 sierpnia 1993 r. zawarto porozumienie rządowe w sprawie budowy rurociągu jamalskiego, a następnie kontrakt między PGNiG i Gazpromem, zapewniający dostawy na 20 lat.

Dokumenty te nie tylko zapewniały, ale wręcz zobowiązywały nas do odbioru surowca pod rygorem klauzuli „bierz albo płać”, czyli konieczności zapłaty także za niepobrany gaz. Jest to klauzula w takich projektach powszechna i umożliwia ich realizację. W 1997 r. popłynął przez Jamał pierwszy gaz do Niemiec, a we wrześniu 1999 r. ukończono budowę rurociągu przez Polskę. Rozpoczęły się dostawy gazu do Polski i – tranzytowe – do Niemiec.

Rola państwa tranzytowego jest korzystna ekonomicznie – za przesył uzyskuje się dochody, które zostały przez nas zaprzepaszczone. Dlaczego? Otóż w tym samym czasie, gdy budowano rurociąg jamalski, (i zaczynano przeprowadzać radykalne plany dywersyfikacji), PGNiG bankrutowało. Przyczyną była polityka państwa – do 1999 r. obowiązywały ceny urzędowe, określane przez Ministerstwo Finansów, które, aby ochronić gospodarstwa domowe, nie zgadzało się na podniesienie cen coraz kosztowniejszego gazu.

Z powodu dramatycznej sytuacji finansowej, PGNiG nie opłaciło swoich zobowiązań związanych z budową Jamału, co groziło tym, że rurociąg mógł w ogóle nie powstać. Rosjanie zaproponowali wówczas sfinansowanie całej inwestycji, ale postawili warunki, z których najdotkliwszym dla nas było obniżenie opłat tranzytowych. Zdecydowaliśmy się je przyjąć i w 1999 r. zawarto 20-letni kontrakt tranzytowy, przewidujący obniżenie stawek za przesył gazu rosyjskiego – z 1,35 dolara do 0,9 dolara za 1000 m³ (metrów sześciennych) na odcinku 100 km.

Pod koniec rządów AWS – w grudniu 2000 r. zaczęto, podnosząc ceny gazu, reanimować PGNiG. Jednak sytuacja firmy było tak zła, że w październiku 2001 r. Urząd Skarbowy zablokował konta spółki, pomimo prób pomocy ze strony ministra skarbu i finansów. Jak na ironię losu – PGNiG pomógł wówczas tylko Gazprom, odraczając płatności za dostawy.

Jednocześnie planowano sprzedać PGNiG na podstawie planu restrukturyzacji, przewidującego sprzedaż zagranicznym inwestorom spółek dystrybucyjnych, i w efekcie – wyprzedaż polskiego rynku gazu. Odbywały się już rozmowy z zainteresowanymi firmami.

Ponadto starania o dywersyfikację odbywały się w sytuacji, gdy w PGNiG trwała karuzela kadrowa. W czasie 4 lat funkcję prezesa zarządu pełniły po kolei cztery osoby, w składzie rady nadzorczej spółki aż 9-krotnie dokonywano zmian, przy czym tylko raz była ona związana z końcem kadencji. W takich warunkach niezmierne trudno jest skutecznie zrealizować ambitne projekty. Taka niestabilna sytuacja nie budzi także zaufania partnerów. W tych niesprzyjających okolicznościach podjęto decyzję o dywersyfikacji, czyli sprowadzania do Polski norweskiego gazu.

Norwedzy chcą, ale przez Niemcy

Norweski potencjał gazu ziemnego jest imponujący. Zasoby są znacznie większe niż polskie (1900 mld m³ wobec polskich 0,1 mld ), co daje Norwegii 16. miejsce w świecie. Jednak wydobycie jest intensywne, dlatego Norwegia zajmuje trzecie miejsce w światowym rankingu eksporterów gazu (w 2014 r. Rosja wyeksportowała 179 mld m³, a Norwegia 107). Praktycznie cały gaz jest sprzedawany na europejski rynek, m.in. do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Belgii i Francji, gdzie ma 20 – 40 procent rynku. Norwegia zaspokaja 20% potrzeb Europy, podczas gdy Rosja – 35%.

Norwedzy w latach 90. podwoili produkcję gazu (z 25 mld m³ w 1993 r. do 54 mld w 2001 r.), wybudowali potężną sieć rurociągów na Morzu Północnym łączących złoża z kontynentem. Powstały rurociągi Zeepipe do Belgii w 1993 r., do Norpipe działającego od 1977 r. dodano kilka nowych: do Niemiec – Europipe I w 1995 r. i Europipe II w 1999 r., a do Francji Franpipe w 1998 r. Te nowe rury mogły przesyłać 74 mld m³ rocznie.

Rurociągi budowano do najbliższego brzegu kontynentalnej Europy – tam był rynek, który można było zaopatrzyć, który potrzebował dużych ilości gazu. Do Polski było za daleko i popyt był zbyt mały, by budować specjalny rurociąg. Dlatego Norwedzy już w połowie lat 90. oferowali nam dostawy gazu do granicy Niemiec. Jesienią 1995 r. oddano do użytku niemiecki gazociąg NETRA, kończący się w miejscowości Bernau pod Berlinem, w odległości zaledwie 50 kilometrów od polskiej granicy. Wtedy też proponowano Polsce dostawy i już w 1996 r. można byłoby odbierać 2,5 mld m³ gazu rocznie.

Po wybudowania rury do Szczecina połączylibyśmy się ze zintegrowanym systemem gazowniczym Europy Zachodniej, a poprzez terminal w Emden – ze złożami norweskimi. Omawiane wtedy drugie rozwiązanie – gazociągiem morskim do Niechorza (5 mld m³ rocznie) miało wyraźne zastrzeżenie – będzie możliwe jedynie po zagospodarowaniu nowych złóż i przy pełnym wykorzystaniu istniejącej sieci rurociągów na Morzu Północnym. Oferta została odrzucona.

Później, już w okresie rządu Jerzego Buzka, w pierwszej połowie 1998 r., Norwedzy przedstawili trzy opcje przesyłu gazu do Polski. Pierwsza – „niemiecka” była podobna do tej z 1995 r. i zakładała transport 2-3 mld m³ gazu rocznie z niemieckiego terminalu w Emden do Bernau. Poza tym – dwa rurociągi morskie o przepustowości 4-5 mld m³ gazu rocznie z Kärstø w Norwegii przez Danię albo Szwecję do Niechorza. Koszty budowy tysiąca kilometrów rurociągu do Niechorza szacowano na miliard dolarów, który Norwedzy chcieli zainwestować, a w Polsce miano zbudować 80 km rury do Goleniowa. Norwedzy żądali jednak zakupu 8 miliardów m³ rocznie gwarantowanych przez polski rząd, a także długoterminowego kontraktu „bierz albo płać”. Pierwsze dostawy planowano w 2004 r.

CDN.
Andrzej Szczęśniak

Dzial: