Profesor Eugeniusz Geno Małkowski

geno_0.JPG
Profesor dr hab. profesor Eugeniusz Geno Małkowski na swój tytuł i nazwisko zapracował stukrotnie, a może nawet tysiąckrotnie, bo po drodze do sławy był nieujarzmiony w działaniach twórczych, jako autor wystaw indywidualnych i wystaw grupowych, jako aranżer i kreator imprez środowiska artystycznego. m. in. w ruchach o poprawę, jako wojownik dla całego środowiska artystycznego, które przez przemiany polityczno-gospodarcze w kraju popadło w biedę.

Onegdaj Geno pobił rekord świata i Guinnessa w malowaniu obrazów na czas (w ciągu 1 doby namalował 100 dzieł sztuki).

Niedawno w Galerii Stalowa zaprezentował nam jeszcze jedną ekspozycję dzieł, które m.in. szokują, jako protest polityczny. Obrazy namalowane są na pohybel planowanej zagładzie artystów, który nowy system polityczny manifestuje, albowiem utrzymuje w mocy postanowienia poprzednich pookrągłostołowych rządów, że m.in. artyści malarze są zbędni, bo czy niezrozumiali, albo tacy, którzy mogą być byle tylko nie wyciągali łapy do systemowego budżetu, albo nie wchodzili w spór z Izbą Skarbową. Najlepiej żeby tworzyli darmo, jako grupa niewolników.

Obrazy te, to 10 płócien o wymiarach 2x2 m każdy. Taki jeden duży składa się z małych 0,5x0,5 m. Wszystkie podzielone są na jednakowe kwadraciki, w których autor umieścił portrety rodaków. Jak zrozumiałem są to podobizny zreformowanych Polaków umieszczonych w obrazie jak śledzie w beczce z przeznaczeniem do transportu, który ma pojechać gdzieś do przeznaczonego celu. Takich portrecików w jednym obrazie jest około tysiąca sztuk.
Ogólnie można powiedzieć tak: w historii polskiej sztuki, to mocowanie się gladiatora z materią bez odzewu społeczeństwa jak gdyby nic się nie stało i dawało zgodę na taka procedurę działań jest zadziwiające.

Na marginesie przypomniałem sobie, że jeden z takich transportów formatowo dużych obrazów (dzieł sztuki), pojechał w ramach „ostatniego etapu” do Młodzieżowego Klubu Fugazi na Woli w ilości 100 szt. gdzie obiekty zostały doszczętnie spalone przez miejscowych barbarzyńców, bez echa, w cywilizowanym kraju, jak na razie cicho sza. A były to obrazy wybitnych artystów Grupy „Świat”.

W takim aspekcie rodzi się pytanie, czy artyści malarze skazani są na syzyfowe mordęgi.

Obrazy Gena w „Galerii Stalowa”, to także cyfrowe płótna obejmujące mapę świata i m.in. plan Warszawy, czego jeszcze nie było, ciekawe, jakiego doczekają się finału.

Tak, więc tytan pracy, profesor malarstwa Geno żyje i tworzy na przekór zawistnym kolegom akademikom, tych, którzy z zazdrości już dawno temu od wódy poumierali i tych, którzy jeszcze żyją i pomstują, bo tak wymownie malarsko wypowiadać się nie potrafią, jako że nigdy nie mieli odwagi ani rozumu na coś takiego dużego się porwać.

Dzisiaj GENO jest stary i chory, tzw. strzęp człowieka, który za cenę sukcesu zapłacił zdrowiem i wyglądem, trudnym do rozpoznania. Za ten ogromny wysiłek od miasta stołecznego Warszawa dostał Galerię z pracownią przy ul. Brzeskiej bez podłogi (beton) i bez ogrzewania, zapewne, jako trampolinę do jeszcze jednego rekordowego skoku, odbicia się na miarę olimpijską.

***

Tak niedawno pisałem tę recenzję o jego ostatniej wystawie w „Galerii Stalowa”. Odbył się tam wspaniały wernisaż z tłumem przyjaciół, tzw. bohemą warszawską, która na sztuce bardziej się zna, niż nią żyje. Jeszcze wtedy GENO był w formie i nic nie wskazywało na to, że od nas odejdzie.

Wielki twórca, największy polski artysta malarz po Andrzeju Wróblewskim – umiał malować figuratywnie i także budować materię obrazu abstrakcyjnie – a jako pedagog – studentów miał z całej Europy i świata. Żeby zaakcentować wielkość Gena, tego od bicia rekordów świata i Guinnessa to należałoby ujawnić małość i płaskość jego rywali, którzy poza nielicznymi wyjątkami nie dorastali mu do pięt, ponieważ malowali i nadal malują ciapki i kleksy. Doktoraty robili i nadal robią na kwadracikach i trójkącikach. Z tej ambicji zostały im tylko drapieżne fryzury, albowiem byli to i są to zawistni akademicy z ASP w Warszawie, których rozwój, jako absolwentów ASP stanął na przecinkach i przycinkach oraz formach geometrycznych zresztą na miarę swoich ambicji.

Skandal światowy powstał także taki, że o jego śmierci skąpa wiadomość pojawiła się tylko w intrenecie. Pogrzeb odbył się po cichu i bez należnych mu honorów. Bardzo dużo przyjaciół nie mogło go pożegnać na Cmentarzu powązkowskim i jest to hańba dla mediów i władz.
Profesor dr hab. Eugeniusz Geno Małkowski żył w latach 1942 - 2016

Jerzy Świątkowski
Na zdjęciu: Eugeniusz Geno Małkowski (z prawej) w rozmowie z Andrzejem Jelskim (z lewej) podczas wernisażu wystawy „Galeria autoportretu współczesnego” w Muzeum Niepodległości w 2012 roku.

Myśl Literacka, nr 103, styczeń 2017