Katolicyzm i polityka w PRL

rostworowski.JPG
”PAX był trzecim wcieleniem tej samej ideologii, jaką stworzyła ONR w końcowym okresie II Rzeczypospolitej i Konfederacja Narodu w latach okupacji. Ludzie, którzy się w tamtych okresach związali z Bolesławem Piaseckim, pozostawali mu wierni i z wyrozumiałością przyjmowali to wszystko, co on głosił w dobie socjalizmu. Pax miał kościec uformowany w różnych czasokresach istnienia Polski” – mówi Stanisław Rostworowski, działacz ChSS.

Działaczem politycznym stał się Pan podczas studiów na KUL. Zaczęło się od pracy na rzecz Paxu. Co Pana wciągnęło do tej organizacji?
- Człowiek nie rodzi się z przynależnością do określonej formacją ideowo-polityczną, choć ma pewne wrodzone skłonności.. Moim pragnieniem było móc pisać, publikować swoje myśli w formie literackiej lub publicystycznej. To pragnienie skierowało mnie do pierwszych kontaktów z Kołem Społecznie –Postępowym Studentów KUL.A wejście do Stowarzyszenia PAX warunkowało już inne pragnienie. Chciałem mieć swoją ojczyznę.. Nie satysfakcjonowało mnie odżegnywanie się od ówczesnej Polski. Uważałem, że tu się urodziłem, tu się rodzili moi rodzice i przodkowie. I mam prawo czuć się obywatelem obecnej Polski. Polski Ludowej. Tego prawa nie mogę być pozbawiony. Nie stać mnie na życie bezojczyźniane.. PAX właśnie wytyczał ścieżkę, po której idąc, mogłem odzyskiwać prawa przynależności ojczyźnianej, ja katolik, syn generała Armii Krajowej i właścicielki dużego majątku ziemskiego.

Po odejściu z Koła Społecznie-Postępowego Paxu skierował Pan swoje zainteresowania ma ChSS. Jak Pan przyjął różnice ideowe między Paxem a ChSS?
- Przede wszystkim ja i moi koledzy odchodząc z Paxu nie przestawaliśmy być działaczami katolickimi w Polsce. Pamiętam, jak kiedyś w tym czasie, mieszkając wtedy jeszcze w Lublinie, przypadkowo na ulicy spotkałem posła Konstantego Łubieńskiego. Namawiałem go, żeby się starał jak najszybciej stworzyć dla nas jakąś nową płaszczyznę aktywności publicznej. I tak się stało. W marcu 1957 roku ukazał się pierwszy numer warszawskiego pisma „Za i Przeciw”, którego wydanie sygnowały nazwiska wszystkich znaczniejszych działaczy katolickich, jacy wystąpili z Paxu. Już w czerwcu tego roku, jeszcze przed powstaniem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego, z tego środowiska wystąpiła większość tych działaczy katolickich, którzy poprzednio opuścili Pax. Odeszli Łubieński, Andrzej Micewski, Jan Krasicki, Sławomir Błaut, Stanisław Grochowiak i wielu innych. Oni chcieli iść drogą demokracji socjalistycznej, wytyczonej przez środowisko „Po prostu”. Wtedy już było to nierealne. Poseł Jan Frankowski sformułował zasady powstającego ChSS. Stowarzyszenie miało skupiać ludzi wierzących, chrześcijan, nie wyłącznie katolików, którzy jako obywatele polscy o nastawieniu patriotyczny, chcieli pracować na rzecz Polski Ludowej. Ta bardzo krótka formuła zawierała bardzo dużo treści. Miało to być stowarzyszenie chrześcijańskie, nie katolickie, które swoją działalnością nie angażowało autorytetu Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Stowarzyszenie to nie zajmowało się formułą doktrynalną kościołów chrześcijańskich, do ich zwierzchników duchownych odnosząc się z należnym szacunkiem. Ale na forum ChSS niemożliwe było poszukiwanie związków doktrynalnych między katolicyzmem i socjalizmem, co poprzednio tak bardzo obciążyło autorytet Paxu. W Stowarzyszeniu tym nie występowała też praktyka pobożności politycznej, bo członkowie ChSS mieli odniesienia do różnych kościołów. Nie było to też Stowarzyszenie socjalistów, tylko organizacja świadomych obywateli chcących pracować dla dobra Polski Ludowej. Wśród członków Stowarzyszenia położony był duży nacisk na to, by byli oni czynni w istniejących w Polsce organizacjach społecznych. Ja na przykład zostałem członkiem Prezydium Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Warszawie i przez całe lata prowadziłem działalność na rzecz ludzi żyjących w złych warunkach materialnych. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne było organizacją otwartą, nie odgradzającą się od społeczeństwa jakąś wyszukaną ideologią polityczną. I to wszystko właśnie mi odpowiadało. Choć naturalnie wyróżnik ChSS-u w odróżnieniu od Paxu był znacznie słabszy i nie oddziaływał intelektualnie.

W ChSS działał Pan na rzecz środowiska lubelskiego. Co Pan dla niego pozyskał, co zdobył?
- Trzeba by rzeką płynąc, by odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim trzeba było stworzyć bazę, jaką był oddział Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego., które później miało swoje ośrodki dyskusyjne w Białej Podlaskiej, Chełmie, Biłgoraju i Kraśniku. Środowisko lubelskie liczyło koło 400 osób, w tym 150 osób młodych z lubelskich uczelni, które zwerbował mój znakomity współpracownik mgr Jan Świtka. Środowisko to zorganizowało Pracownię Polskiej Myśli Chrześcijańskiej, z której dorobku powstało 8 tomów historii Polskiej Myśli Chrześcijańskiej od czasów średniowiecza po czasy współczesne. Autorami rozpraw byli pracownicy naukowi sekcji historii KUL. Stale funkcjonował klub dyskusyjny „Za i Przeciw”, którego zebrania skupiały bądź starszych, bądź młodszych uczestników. Mieliśmy znakomitych prelegentów spoza Stowarzyszenia, jak np. profesorowie Marian Marek Drozdowski, Andrzej Wojtkowski, Henryk Renigier, gen.bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, redaktorzy Tadeusz Płużański, Leszek Moczulski, Romuald Karaś, Aleksander Paszyński i inni. Już od 1957 r. mieliśmy radnych w WRN i w miejskich radach Lublina i Chełma. Mieliśmy rozbudowane przyjacielskie stosunki z księżmi diecezji lubelskiej, którzy w kioskach przykościelnych sprzedawali „Za i Przeciw” oraz sporadycznie przyjeżdżali na nasze spotkania. Utrzymywaliśmy serdeczny stosunek z Kurią Lubelską. Ks. bp prof. Bolesław Pylak nawet kiedyś przybył do naszego biura prosić o interwencję w obronie aresztowanego przewoźnika materiałów budowlanych, który raz po raz zamiast na budowy państwowe zajeżdżał na budowy kościelne. Podejmowaliśmy bardzo wiele interwencji w sprawach potrzeb parafialnych, zezwolenia na budowę i rozbudowę kościołów, cmentarzy, pokrycie budynku kościelnego blachą i inne. Organizowaliśmy sesje naukowe, jak np. teilhardowską. A przede wszystkim przez dziesiątki lat stanowiliśmy trzon organizacyjny Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Lublinie, dzięki czemu nasi działacze stawali się znani w innych kręgach społecznych niż stowarzyszeniowe. Tym szerokim zakresem pracy dystansowaliśmy zarówno miejscowe środowisko Paxu, jak tworzone przez Janusza Bazydłę środowisko „Więzi”. Zapewne ta działalność spowodowała, że w 1972 r. przypadł nam mandat poselski, To, że zostałem posłem na Sejm PRL ja, który nie miałem przeszłości działacza politycznego ani z okresu przedwojennego, ani z okresu okupacji, było pewnym wydarzeniem, które ośmieliło potem innych miejscowych działaczy katolickich o ubieganie się o mandaty poselskie. Tą drogą z Paxu poszli Czesław Dąbrowski i Bonawentura Ziemba. A z naszego środowiska potem osiągnęli mandaty poselskie Jan Świtka, Marian Piłka, który czasem u nas bywał i Ryszard Bender, który założył własny klub dyskusyjny Polskiej Inteligencji Katolickiej. A także liczba naszych radnych doszła do kilku osób. Byliśmy zatem szkołą myślenia społecznego i politycznego.

Czy Pax nie odegrał większej roli niż ChSS we wzmocnieniu wartości narodowych i budowaniu państwa niezależnego, samoistnego.
- Jak patrzymy na te sprawy z perspektywy, to okazuje się, że najważniejsi są indywidualni ludzie. W zasadzie trudno jest porównywać te dwie organizacje. PAX był trzecim wcieleniem tej samej ideologii, jaką stworzyła ONR w końcowym okresie II Rzeczypospolitej i Konfederacja Narodu w latach okupacji. Ludzie, którzy się w tamtych okresach związali z Bolesławem Piaseckim, pozostawali mu wierni i z wyrozumiałością przyjmowali to wszystko, co on głosił w dobie socjalizmu. Pax miał kościec uformowany w różnych czasokresach istnienia Polski. ChSS powstał dopiero w 1957 r. i w tym czasie podjął próbę objęcia swoim zakresem działaczy chadeckich. To, że współtwórcami ChSS byli wybitni działacze Akcji Katolickiej Kazimierz Dziembowski i szambelan Seweryn Dolański, wskazuje na to, że rzeczywisty twórca organizacji dr Jan Frankowski zamierzał pójść w tym kierunku. Nie osiągnął jednak sukcesu, bowiem w tym samym okresie odrodził się „Tygodnik Powszechny” i powstała grupa poselska „Znak”, które stały się dla prezesa ChSS silniejszymi konkurentami. Z pismem „Za i Przeciw” związała się grupa ludzi, którzy w 1956 r. wyszli z więzień, w których przebywali nawet i osiem lat. Byli to ludzie o bogatym doświadczeniu politycznym, ale powstałym w innym kontekście polskich dziejów. Cały ten zespół był już właściwie formacją przebrzmiałą. Stowarzyszenie pchnęli na przód ludzie młodszej generacji, bez jakiejś trwalszej przeszłości politycznej. A zatem kadrowo ChSS nigdy nie było za silną organizacją. I tu zarysowuje się wyraźna przewaga Paxu, który miał i stale budował wielką kadrę działaczy organizacyjnych, miał już wcześniej powstałe wydawnictwa, wokół których skupili się ludzie o pewnym poziomie intelektualnym. Ponadto z zagranicy przewrócił parę osób bardzo dużego formatu, jak Kossak-Szczucka, Mackiewicz i inni. Tak więc można powiedzieć, że Pax dysponował znacznie większym potencjałem ludzkim i organizacyjnym.
A jednak, obserwacja działaczy Paxu z lat 1958-1988, a więc z okresu trzydziestolecia, wskazuje na to, że dynamika ich aktywności była osłabiona. Wynikało to z trzech przyczyn. Ci działacze, którzy przeżyli tak ostre ataki na PAX, idące z różnych środowisk w 1956 r., właściwie unikali kontaktów zewnętrznych poza Stowarzyszeniem. Ponadto zycie wewnętrzne dużej organizacji tak ich angażowało, że w małym stopniu interesowali się tym, co dzieje się poza Paxem, gdyż to miało niewielki wpływ na ich osobiste losy. I wreszcie była to organizacja o silnej, zcentralizowanej władzy i ona stanowiła o aktywności członków.
Odwrotnie w ChSS, ośrodek centralny miał niewielki wpływ na działalność oddziałów i jeśli w jakimś mieście znalazł się utalentowany działacz, to mógł nadać oddziałowi Stowarzyszenia duże znaczenie. Przykładowo Janusz Pławnicki został przewodniczącym Rady Miejskiej Wrocławia.
Dla świadomości narodowej PAX na pewno był bardziej zasłużony niż ChSS, bądź co bądź Piasecki wyrósł na podłożu narodowym, a Frankowski wrastał w grupie neokonserwatystów z „Polityki” Giedroycia. Niemniej stowarzyszenie bardziej by się zasłużyło dla samoistności Polski, gdyby przedłużył się w Polsce model polityczny PRON-u. W nim ChSS wydawało się aktywniejsze, skoro PAX reprezentował głównie red. Stanisław Wlazło. Po roku 1989 wszystko, co istniało poprzednio, zostało wykreślone, więc dla porównania roli obu stowarzyszeń brak materiału

Jak przedstawia się Pana doktryna światopoglądowa w kontekście Pana doświadczeń wyniesionych z Paxu i ChSS-u?
- W Polsce rządziły siły polityczne odwołujące się do światopoglądu marksistowskiego. Pax chcąc prowadzić dialog z marksistami nagłośnił pojęcie światopoglądu spirytualistycznego, w praktyce katolickiego, po to, by móc być równorzędnym partnerem dialogu filozoficzno-religijnego. Światopogląd spirytualistyczny miał się stać partnerem światopoglądu marksistowskiego. Ale światopogląd wyznacza stosunek człowieka do świata, natomiast wiara określa stosunek człowieka do Boga. Światopogląd, nawet spirytualistyczny skłonny jest do krytycyzmu wobec wiary, a w praktyce jest oschłą formułą zlaicyzowanej religii. W 1973 r. w Krakowie w kościele OO. Dominikanów do młodzieży akademickiej rekolekcje głosił kameduła o. Piotr Rostworowski. Podczas tych rekolekcji powiedział on: „Wiara to nie jest światopogląd, wiara to jest zwrócenie się do żywego Chrystusa, to jest otwarcie się na dar Osoby”. Zgadzam się z tymi słowami. Według terminologii poetyckiej Karola Huberta Rostworowskiego całe życie „kolędowałem”. Nigdy nie miałem żadnych wątpliwości religijnych. Mogłem nie być dostatecznie prawy, ale wierzyłem. W Chrześcijańskim Stowarzyszeniu nie używaliśmy pojęcia światopoglądu religijnego, mówiliśmy tylko o chrześcijaństwie, którego prawdy zawarte są w Piśmie św.

Jakie doświadczenia Pan zdobył jako prezes ChSS. Jakie problemy rozwiązał i jakie udało się sformułować?
- Nie byłem prezesem ChSS, a jedynie wiceprezesem Zarządu Oddziału Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego w Lublinie. Bywałem członkiem Zarządu Głównego, ale przejściowo. Natomiast przez trzynaście i pół lat byłem posłem na sejm z ramienia ChSS. Osobiście uważam taką formułę polityczną jak ChSS jako przejściową formę aktywności publicznej. Jej istnienie ówcześnie uzasadniało dążenie władz państwowych do eliminacji z życia publicznego Kościoła i jego wyznawców. My mogliśmy pełnić jakąś rolę jako świeccy współobrońcy twierdzy kościelnej. Byliśmy czymś takim jak Związek Polaków na Litwie, w państwie, w którym Polacy są eliminowani. Mający doświadczenie polityczne jeden z wykładowców na KUL-u prof. Stanisław Łoś mówił mi: „Niech pan się nigdy nie wiążę z katolicką działalnością polityczną. Kościół nie okaże panu wdzięczności, wyznawcy uznają pana za uzurpatora”. Później starałem się pogłębić treść tego ostrzeżenia. W Polsce, w której dominantą jest wyznanie katolickie, nie można prowadzić pod szyldem katolickim działalności politycznej. Inni katolicy bowiem powiedzą – dlaczego on się wyróżnia nad nami, którzy przecież też jesteśmy katolikami, nikt go nie upoważnił do tego, żeby nas reprezentował. Generalnie więc katolicka formacja może występować tylko jako obrona przed represjami stosowanymi przez przeciwstawne siły wobec Kościoła i jego wyznawców. Ale na tym tle powstaje pytanie, co zrobić z katolicką doktryną społeczną, która ma być wdrażana w życie społeczeństw. I tu chyba nie ma innego rozwiązania, jak tylko to, które podał papież Jan XXIII, że trzeba działać nie jako katolicy, tylko będąc katolikami i angażując się w prace wszystkich ciał społecznych, które mogą uczciwie dążyć do realizacji dobra wspólnego.

Cdn
Rozmawiał Stanisław Stanik
Myśl Polska, nr 51-52 (18-25.12.2016)

Dzial: