Piotrowicz show

piotrowicz.jpg
Kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Dziwne i zarazem ciekawe jest to, że im dalej w czasie od tego wydarzenia, tym większe emocje i spory ono budzi. Pewnie dlatego, że w naszym kraju większość rodaków nie potrafi przewidywać przyszłości dalej niż na kilka dni i mało się tą przyszłością przejmuje, to tym mocniej i zacieklej wypadają spory o historię.

Jak to zwykle bywa ostrość tych sporów i próba wykorzystania ich do bieżącej polityki dają efekt karykaturalny. Jest tak w aktualnie toczonym sporze. Dlatego nie wykluczałbym, że może się okazać, że najważniejszą postacią stanu wojennego z 1981 roku nie będzie ani Wojciech Jaruzelski, ani Lech Wałęsa, ale Stanisław Piotrowicz. Przeciwnicy PiS-u wyciągając Piotrowiczowi prokuratorską przeszłość z okresu stanu wojennego, chcą przez to skompromitować nie tylko jego, ale cały PiS i za wszelką cenę pokazać, że wbrew temu, co niegdyś powiedział Jarosław Kaczyński, to PiS stoi teraz tu, gdzie wtedy stało ZOMO.

Znani historycy wygrzebali, że w okresie stanu wojennego komunistyczna władza chwaliła i odznaczała Piotrowicza. To miał być nokaut. W odpowiedzi w PiS ogłoszono nadzwyczajną mobilizację. Kto mógł ten szukał osób i faktów, które mogłyby poświadczyć, że Piotrowicz nie był "katem stanu wojennego". Wreszcie kogoś takiego znaleźli. Pisowcy z emfazą ogłosili "zwrot w sprawie Piotrowicza" jakby chodziło co najmniej o zbrodnię stanu. Teraz kolej na drugą stronę i wyciągnięcie nowych haków, czyli dokumentów i świadków, które niezbicie przekonają, że jednak Piotrowicz niegodziwcem był i komunie się wysługiwał. Przewiduję, że na skutek tych poszukiwań na pewien czas wyludnią się ulice w Jaśle i Krośnie, bo Polacy bardzo nie lubią być świadkami. To znaczy lubią się przyglądać, ale nie lubią zeznawać, co widzieli.

Choć z drugiej strony w "Zemście", która traktowała o sporze właśnie z okolic Krosna, Aleksander Fredro w usta jednej z postaci wkłada zdanie, że "nie brak świadków na tym świecie". I to jest dla obu stron nadzieja, że jeszcze trochę ten cyrk potrwa. Zatem sprawa rozwija się na tyle obiecująco, że można zaryzykować stwierdzenie, że ostatni świadkowie czy to niegodziwości, czy to heroizmu Piotrowicza jeszcze się nie urodzili. Jestem jednak pesymistą co do dobrych jej skutków dla Stanisława Piotrowicza. Przez to, co się stało, ewidentnie skradł show Jarosławowi Kaczyńskiemu, który w ostatnim czasie dokładał starań żeby stać się największym bohaterem stanu wojennego, przynajmniej w PiS. Takich rzeczy Kaczyński nie zapomina i nie wybacza. A Państwa zdaniem kto tu zwariował?
Andrzej Szlęzak