Kamienie w Auschwitz-Birkenau

auschwitz.jpg
„Auschwitz-Birkenau to miejsce, na którym nie tak dawna karta historii odcisnęła pieczęć nieludzkiego wynalazku – machiny, której zadaniem było szybkie, sprawne, tanim kosztem, pozbywanie się mniejszych i większych społeczności ludzkich. Z nakazu Wodza, ukazującego się na tle swastyki, miały ulec likwidacji. Były zbędne” – pisze Irena Stopierzyńska

Kamienie wołać będą [Łk 19,40]
Kolumna samochodów osobowych opuszczała obóz w Auschwitz. W jednym z nich siedział papież Franciszek. Przymknął powieki. Przypomnienie tego, co widział i co odczuł dowodziło, że są takie miejsca i bywa taki czas, gdy piekło rodzi się na ziemi, a znajdując popleczników i gorliwych wykonawców okrutnych, ponurych scenariuszy, rozrastało się szybko w złośliwego raka cywilizacji. Ojca świętego Franciszka przeprowadzano od miejsca do miejsca szczególnie naznaczonych bezdusznym, niezrozumiałym okrucieństwem. Zapalił znicz przy ścianie codziennych egzekucji. Później w celi śmierci Maksymiliana Kolbe długo się modlił, a gdy go poproszono o wpis do księgi, napisał:

Panie, miej litość nad Twoim ludem.
Panie, przebacz tyle okrucieństwa.

***

Kolumna samochodów zmierzała do Birkenau – jeszcze jednej stacji męczeńskiej drogi dla wielu tysięcy skazanych przez najbardziej zwyrodniałą ideę w historii ludzkości. Auta przystanęły przed już otwartą bramą. Tu też kończył się tor kolejowy dowożący pociągi do obozu. Tu też był kres podróży dla stłoczonych w wagonach pasażerów. Dzielono ich na dwie grupy: na tych, co jeszcze nadawali się do ciężkiej pracy fizycznej i na tych, którzy do tego się nie nadawali.
Czy papież Franciszek wiedział dokąd niezwłocznie prowadzono tych drugich? Z pewnością tak. Wiedział, co nazywano łaźnią; przed wejściem do niej należało zostawić bagaż i odzież. Wiedzieli też inni, różni, także ci od zatrzaskiwania drzwi.

Żadne dźwięki z tej łaźni nie powinny były dotrzeć do uszu wyszkolonych w procederze – ani przekleństwa, ani błagania Boga o ratunek, ani cichnący szloch dzieci. Interesowała ich cisza. Wyczekiwali na nią. Chcieli być pewni, że ładowane na ciężarówki zwłoki, by dostarczyć je do krematorium, nie obciążą ich oskarżeniem, a gasnący wzrok nie rozpozna kim naprawdę są…

***

Dostojny gość w bieli, na tle kilkunastu czarnych garniturów ochrony, wszedł na teren cmentarzyska. Przystanął na obszernym placu, który został otoczony pustymi „sarkofagami”, pustymi, gdyż i tak by nie pomieściły prochów rozsypanych na tej ziemi.

Plac okalała bujna, wypielęgnowana zieleń. Niższe i wyższe żywopłoty, równo przycięte, a za nimi wysokie drzewa przypominały miejski park... Tworzyły parawan między tym, co stanowiło ostatni etap działań barbarzyńskiej cywilizacji śmierci, a dzisiejszym użytkowaniem tej przestrzeni. Dość częste odbywają się ceremonie oddania czci i wyrazów pamięci przez delegacje z wielu krajów.

Plac pokrywał bruk z dużych, ledwie ociosanych kamieni. Nie przylegały do siebie dokładnie, nie tworzyły gładkiej powierzchni. Były częścią zamysłu twórców tego placu, jako pomnika pamięci o popiołach zalegających grubą warstwą na tej przestrzeni, niewidocznych, bo ukrytych pod warstwą ziemi. Ojciec święty w skupieniu przechodził wzdłuż „sarkofagów”. Zatrzymał się przy nieco wyższym postumencie. Odczytał w milczeniu napis, który głosił:

Niech krzykiem rozpaczy będzie to miejsce!
Ojciec święty ustawił zapalony lampion i pochyliwszy głowę modlił się. Ciszę przerwał głośny, zawodzący śpiew kantora. Był to błagalny psalm 130 śpiewany w języku hebrajskim. Odczytano go również po polsku:

Z głębokości wołam do Ciebie, Jahwe,
O Panie, usłysz mój głos.
Niech uszy Twoje będą otwarte
Na głos mojej modlitwy.
Jeśli będziesz zważał na winy, o Jahwe,
Któż się, Panie, ostać zdoła?
Ale u Ciebie jest przebaczenie,
Aby Cię czczono z bojaźnią.[…]

***

Birkenau to nie jest zwyczajny cmentarz, to nie mogiły, do których składano z poszanowaniem ciała zmarłych: ze łzami, modlitwą i wiązanką kwiatów.
Auschwitz-Birkenau to miejsce, na którym nie tak dawna karta historii odcisnęła pieczęć nieludzkiego wynalazku – machiny, której zadaniem było szybkie, sprawne, tanim kosztem, pozbywanie się mniejszych i większych społeczności ludzkich. Z nakazu Wodza, ukazującego się na tle swastyki, miały ulec likwidacji. Były zbędne.

W kręgach tej władzy nie używało się głośno, jawnie terminów „uśmiercanie”, „likwidacja”. Nacisk kładziono na sprawność działania, jakby ta sprawność była celem samym w sobie. Od personelu wymagano dokładności, porządku i dyscypliny. Machina nie mogła się zaciąć. Opracowana przez naukowców technologia sprawdziła się, więc – jak grzyby po deszczu - pojawiały się na mapie krajów okupowanych nowe obozy koncentracyjne z gotowym, wypracowanym regulaminem porządku dnia i podobnymi efektami niewolniczej pracy.

***

Ktoś z otoczenia papieża podszedł do niego. Należało jechać dalej, bo program dnia był napięty. Czekał na Ojca świętego Kraków i mrowie radosnych uczestników Światowych Dni Młodzieży.
Ruszyli wszyscy razem ku bramie. Każdy patrzył pod nogi. Tutejsze kamienie, mało ogładzone, muszą być twarde, niezbyt ugrzecznione, są przecież strażnikami tego miejsca.

Irena Stopierzyńska
Myśl Literacka, grudzień 2016