U progu świata wielobiegunowego

trump ja 2_0.jpg
Nie tylko Donald Trump może uznać drugi tydzień listopada za wyjątkowo udany. Władimir Putin także ma powody do zadowolenia. Zaledwie kilka dni po głosowaniu w USA nowych liderów zyskały: Bułgaria, Mołdawia i Estonia. Wszystkich łączy silna więź z Rosją oraz poglądy antyeuropejskie (…)".

"W styczniu odbędą się wybory prezydenckie we Francji, gdzie obecnie faworytką jest prorosyjska Marine Le Pen z Frontu Narodowego. Na przełomie 2016 i 2017 rozpoczną się kampanie przed wyborami parlamentarnymi w Holandii. Tam także za faworyta uważa się Geerta Wildersa, znanego z ksenofobicznych wypowiedzi i prorosyjskich sympatii. Natomiast w Austrii 4 grudnia odbędzie się przełożona powtórka II tury wyborów prezydenckich, których wynik również może zbliżyć Unię Europejską do Putina. Pierwsza tura austriackich wyborów zakończyła się zwycięstwem Norberta Hofera z prawicowo-populistycznej Austriackiej Partii Wolności, który otwarcie mówi o swoim poparciu dla Putina” – donosiła alarmującym głosem „Gazeta Wyborcza” niespełna tydzień po zwycięstwie wyborczym Donalda Trumpa [1].

Kolejny tydzień przyniósł jeszcze smutniejsze wieści z punktu widzenia „Gazety Wyborczej”. Oto bowiem kontrkandydatem „prorosyjskiej” Marine Le Pen nie będzie zbrodniarz wojenny Nicolas Sarkozy, ale prawdopodobnie równie co ona „prorosyjski” François Fillon. On to bowiem wygrał z druzgocącą przewagą pierwszą fazę walki o nominację na kandydata w wyborach prezydenckich we Francji ze strony partii Republikanie (dawna Unia na rzecz Ruchu Ludowego). „Gazeta Wyborcza jeszcze się pociesza, że może jednak nominację francuskich Republikanów otrzyma bliski współpracownik Sarkozy’ego Alain Juppé, który „byłby lepszy z punktu widzenia interesów Polski”. Dlaczego Fillon byłby gorszy, „Wyborcza” wyjaśnia tak: „Fillon nie ukrywa swoich sympatii do Rosji i osobiście do Władimira Putina. Może świetnie dogadywać się z Moskwą. Ewentualna druga tura wyborów prezydenckich w maju między Fillonem a Marine Le Pen byłaby wyścigiem dwojga kandydatów prorosyjskich” [2].

To rzeczywiście duże zmartwienie dla neoliberalnej frakcji obozu polskiej rusofobii, którego organem medialnym jest „Gazeta Wyborcza”. Do tego trzeba jeszcze dodać, że w Czechach, na Słowacji i Węgrzech też rządzą sympatycy Putina, co oznacza, że Polska faktycznie wypadła z Grupy Wyszehradzkiej. Jeśli ktoś by spróbował zbudować sobie obraz świata na podstawie narracji polskich mediów – zarówno tych reprezentujących neoliberalną, jak i prawicową frakcję obozu polskiej rusofobii – otrzymałby obraz dychotomiczny, w którym świat dzieli się na prorosyjski i antyrosyjski. Dziwaczny to podział, ale przecież został on stworzony przez media służące dość oryginalnej polityce, odwołującej się do jeszcze oryginalniejszych i dawno temu zdezaktualizowanych doktryn politycznych.

Obie frakcje obozu polskiej rusofobii, a ściślej obozu atlantyzmu, prometeizmu i giedroycizmu zdają się nie zauważać rzeczy oczywistej – że świat nagle zaczął się szybko zmieniać.

Odchodzi oto bowiem w niebyt świat jednobiegunowy, który powstał po rozpadzie ZSRR i bloku socjalistycznego w latach 1989-1991. Świat, który charakteryzował się niekwestionowaną dominacją globalną USA w dziedzinie militarnej, politycznej, gospodarczej i ideologicznej. Świat, którego rytm życia wyznaczały kolejne wojny wszczynane przez USA w imię utrzymania i poszerzenia swoich wpływów pod płaszczykiem eksportu demokracji i praw człowieka. Rozbicie Jugosławii, Bośnia, Kosowo, Irak, Afganistan, Libia – to tylko najważniejsze punkty na długiej liście agresywnej polityki amerykańskiej w ćwierćwieczu 1991-2016. Ten świat odchodzi w przeszłość wraz ze swoimi kreatorami medialno-politycznymi, ideologią, pojęciami i frazeologią. Jego miejsce zajmie świat wielobiegunowy, w którym o zbiorowym bezpieczeństwie, międzynarodowym handlu i podziale wpływów będzie decydował – tak jak w wieku XVIII i XIX – tzw. „koncert mocarstw”.

Znaczącą rolę w tym „koncercie mocarstw” – ku przerażeniu polskich rusofobów – będzie odgrywać Rosja, o której jeszcze rok temu Rafał A. Ziemkiewicz pisał, że jest „zdychającym mocarstwem” [3]. To stwierdzenie tylko oddaje żałosny poziom ludzi, którzy w Polsce uważają się za elitę intelektualną i pretendują do pozycji narodowych mentorów. Ludzie ci nie widzą, że ich świat i pojęcia służące do jego opisu od dawna są już fikcją. Dominująca w polskim życiu publicznym post-Solidarność (post-KOR) nie potrafi się wyrwać ze świata fikcji, w którym żyje i zachowuje się tak jakby nie dostrzegała perspektywy nadchodzących zmian.

Skutek tego jest taki, że spodziewany szczyt Trump-Putin odbędzie się nie w Warszawie, ale w Pradze. To prezydent Czech Milosz Zeman wystąpił z propozycją zorganizowania takiego szczytu w czeskiej stolicy [4]. A przecież powinien wystąpić z taką inicjatywą prezydent Duda. To Polska powinna być pomostem pomiędzy Wschodem i Zachodem i odgrywać rolę języczka u wagi. Rozumiał to Edward Gierek organizując szczyt Giscard d’Estaing-Breżniew w Wilanowie w maju 1980 roku [5], ale zdają się tego nie rozumieć politycy wywodzący się z „Solidarności” i KOR oraz ich późniejszych wcieleń. Dla nich Gierek jest „sowieckim pachołkiem”, jednakże w przeciwieństwie do niego nie potrafią oni prowadzić polityki samodzielnej.

Wszystkie działania, jakie podejmowali i podejmują politycy postsolidarnościowi w polityce zagranicznej, a także wewnętrznej świadczą bowiem o tym, że jest to polityka daleko niesuwerenna, a do tego tradycyjnie po polsku szalona. Zamiast więc jakiejkolwiek refleksji krytycznej wobec zmiany w światowej polityce, którą zapowiada wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA, mamy ekshumacje smoleńskie i dalsze bezkrytyczne wspieranie Ukrainy. Graniczący z obłędem bełkot antyrosyjski i proukraiński takich osób jak Antoni Macierewicz, Witold Waszczykowski, Przemysław Żurawski vel Grajewski, Jerzy Targalski czy Maria Przełomiec nie tylko nie osłabł, ale jeszcze się nasilił po 8 listopada.

Macierewicz publicznie ogłasza, że Wojska Obrony Terytorialnej tworzy do walki z rosyjskim specnazem, czyli, że przygotowuje się do wojny z Rosją. Minister Waszczykowski przytomnie zauważył, że o powrót Krymu do Ukrainy jako jedyna faktycznie upomina się już tylko Polska [6]. Niestety za tym spostrzeżeniem nie idzie żadna krytyczna refleksja na temat polityki wobec Ukrainy. Nadal linię tej polityki wyznaczają fanatycy prometeizmu i giedroycizmu. Rezultat tego jest taki, że z Warszawy płynie na Ukrainę wsparcie polityczne, finansowe i wojskowe, a odpowiedzią ze strony ukraińskiej są liczne akty wrogości w reakcji na film „Wołyń”, w tym procedowanie w ukraińskim parlamencie ustawy wysuwającej roszczenia terytorialne do Chełma, Przemyśla i Rzeszowa.

W sytuacji spodziewanej deeskalacji stosunków USA-Rosja pani Fotyga zgłasza w Parlamencie Europejskim rezolucję o przeciwdziałaniu „rosyjskiej propagandzie” w UE, w której porównuje się Rosję do Państwa Islamskiego [7]. Nie można tego odczytać inaczej, jak zdefiniowania linii polityki polskiej w nowej sytuacji geopolitycznej: nie chcemy deeskalacji stosunków z Rosją i będziemy temu przeciwdziałać gdzie się da i jak się da. Przyjęcie tej rezolucji przez Parlament Europejski jest nie tylko kompromitacją tej instytucji, ale groźną prowokacją wymierzoną w Trumpa i wszystkie te siły w świecie zachodnim, które chcą odrzucić dotychczasową politykę globalistyczną.

Panowie Waszczykowski i Macierewicz za jedyny temat w stosunkach polsko-rosyjskich uważają zwrot przez Rosję wraku samolotu rządowego, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem oraz „wyjaśnienie” – jak to się określa w kręgu Klubów „Gazety Polskiej” – „zbrodni smoleńskiej”. Obaj panowie udają, iż nie rozumieją albo rzeczywiście nie rozumieją, że normalizacja stosunków z Rosją nie jest możliwa dopóki obóz rządzący w Polsce będzie oskarżał Rosję o spowodowanie katastrofy samolotu rządowego pod Smoleńskiem. Żaden poważny polityk na Zachodzie nie będzie w tym wspierał Warszawy.

Polityka Warszawy wydaje się całkowicie obojętna na wiatr wiejący od 8 listopada z Waszyngtonu. W kołach rządowych – po początkowej panice – prawdopodobnie wzięła górę taktyka oczekiwania na zmiękczenie Trumpa lub jego przeczekanie. Obóz postsolidarnościowy nie ma alternatywnej koncepcji polityki wobec nadchodzącego nieubłaganie przemodelowania świata z jednobiegunowego na wielobiegunowy. Prawdopodobnie nie wszyscy w tym obozie rozumieją, że najpierw Brexit, a potem zwycięstwo Trumpa oraz spodziewane zmiany polityczne we Francji, Niemczech i innych ważnych krajach Zachodu oznaczają przekreślenie polityki prowadzonej przez post-Solidarność od ćwierćwiecza, a sprowadzającej się do stopniowego wciągania w orbitę wpływów Zachodu byłych republik ZSRR, głównie Ukrainy. Politycy postsolidarnościowi nie tylko nie mogą powstrzymać upadku tej polityki, ale nie są i nie będą w stanie nic innego wymyślić poza tradycyjnymi sloganami o „drugiej Jałcie” i „zdradzie Zachodu”.

Nikt z nich nie wyobraża sobie normalnych, partnerskich stosunków z Rosją. Nikt z nich nie był przygotowany na zastąpienie świata jednobiegunowego przez „koncert mocarstw” i nikt z nich nie potrafi zdefiniować miejsca Polski w świecie, o którego obliczu będzie decydował „koncert mocarstw”. Zamiast podjąć działania samodzielne, oparte o realistyczną kalkulację, będą czekać na instrukcje z Waszyngtonu, a gdy te nie nadejdą albo będą inne od oczekiwanych, to przyjmą instrukcje nawet od Kijowa, który wpływa na polską politykę przez dwóch ambasadorów – Andrija Deszczycię w Warszawie i Jana Piekłę w Kijowie.

W sytuacji oderwania od rzeczywistości polityki polskiej Polska jest skazana na międzynarodową izolację. Rezultatem tej odrealnionej polityki będzie to, że jedynym bastionem antyputinowskim na kuli ziemskiej pozostanie tzw. „Międzymorze” (banderowska Ukraina, Litwa i Polska), w którym opanowane przez szowinistyczne siły Litwa i Ukraina będą stawały się coraz bardziej realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski.
Bohdan Piętka

[1] „Dobry tydzień dla Putina. W Mołdawii, Bułgarii i Estonii wybrano nowych liderów sprzyjających Moskwie”, www.wiadomosci.gazeta.pl, 14.11.2016.
[2] P. Moszyński, „Niespodzianka we Francji: Sarkozy wyeliminowany z wyścigu o prezydenturę”, www.wyborcza.pl, 21.11.2016.
[3] N. Durman, „Rafał Ziemkiewicz: Turcja rzuciła wyzwanie zdychającemu mocarstwu Putina”, www.wiadomosci.wp.pl, 24.11.2015.
[4] „Czy prezydent Czech zorganizuje szczyt Trump-Putin?”, www.pl.sputnik.news.com, 13.11.2016.
5 P. Bożyk (red.), „Dekada Gierka. Blaski i cienie”, Warszawa 2013.
[6] „Waszczykowski: już nikt, poza Polską, nie dopomina się o ukraiński Krym”, www.kresy.pl, 22.11.2016.
[7] „Anna Fotyga: ISIS jest równie skuteczne w działaniach propagandowych, co Rosja”, www.wiadomosci.onet.pl, 24.11.2016.

Myśl Polska, nr 49-50 (4-11.12.2016)

Dzial: