Trump i meandry „Gazety Polskiej”

sakiewicz_0.jpg
Proszę Państwa, pewnie już wiecie, ale pozwólcie mi to wyrazić głośno – tak, Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w USA! Za chwilę do tego wrócę, ale na razie dygresja.

Jak PT Czytelnicy moich felietonów dobrze wiedzą, „Gazeta Polska” p. Sakiewicza nie należy do moich pupili, przeciwnie, uważam ją za jeden z najbardziej fatalnie wpływających na Polaków-patriotów, centrów polskiej rusofobii, a jednocześnie serwilizmu wobec USA, którego widzenie świata jest proste jak drut – za całe zło odpowiada Rosja i już. Mam oczywiście sentyment do Gazety Polskiej sprzed ponad stu lat, którą zakupiła Narodowa Demokracja, ale to było dawno i choć prawda, był to jedynie epizod w historii tego tytułu.

No i wyobraźcie sobie Państwo, że przechodzę obok stoiska z gazetami w sklepie i widzę Gazetę Polską Codziennie, a tam krzyczący tytuł „Rosjanie bezcześcili zwłoki”. Przyznaję, nie sprawdziłem, ale zakładam, że chodziło o Smoleńsk. Z kolei w ostatnim przed wyborami w USA numerze tygodniowej Gaz. Pol. jeden z autorów najpierw roztacza wizję totalnej infiltracji przez złowrogą Rosję bezradnych w swej uczciwości Stanów Zjednoczonych, rozpisuje się o cyberatakach na Partię Demokratyczna i jej agendy, nie mając naturalnie żadnych wątpliwości, że ślad rosyjski jest tym właściwym oraz wskazując, że Trump wpisuje się „niestety” w rosyjską narrację.

Wreszcie pisze: „Najgorsze może jednak jeszcze nadejść. Jeśli wygra Clinton, Rosja tym mocniej zaatakuje na wszystkich frontach, żeby powiększyć i utrwalić swoje zdobycze, zanim nowa ekipa przejmie rządy od dramatycznie nieudolnego Obamy. Jak mówi Steven Bucci z Heritage Foundation, Rosjanie „widzą słabość USA i wykorzystują to. Są teraz postrzegani jako poważny gracz na światowej scenie, dla wielu bardziej stały niż Stany Zjednoczone. Ten zwrot jest nadzwyczajny”. Co ciekawe, Gaz. Pol. wraz z całym polskim środowiskiem psychopatycznie antyrosyjskim tego zwrotu nie zauważa. No i równie ważna rzecz – Clinton nie wygrała!

Życie dowodzi, że jednak nie jest takie proste, więc może trudno w to uwierzyć, ale 10 listopada, już po triumfie Trumpa, udałem się na spotkanie z księdzem Isakowiczem-Zaleskim, organizowane przez pabianicki Klub Gazety Polskiej! Tematem był film „Wołyń” i ogólnie tematyka kresowa, ale w czasie pytań teraźniejszość wypłynęła szerokim strumieniem. Ksiądz Zaleski nie omieszkał wielokrotnie odnieść się do amerykańskich wyborów i relacji polsko-amerykańskich. Szczególnie mocno skrytykował ministra Waszczykowskiego, ale i cały rząd za politykę skrajnie proamerykańską, na zasadzie „co Amerykanie powiedzą, to Polacy stoją na baczność; kazali jechać do Iraku, to jedziemy do Iraku, trzeba wspierać Ukrainę, to wspieramy Ukrainę”.

I dalej: „jeżeli ktoś wyrwał się z okowów jednego mocarstwa, to nie możemy w to miejsce całkowicie uzależniać się od drugiego, bo wtedy nie potrzebny jest już prezydent, premier, tylko niech przyślą gubernatora i będziemy kolejnym stanem USA (…) jeżeli wygrał p. Trump, to cała polityka amerykańska może się zmienić i wtedy Amerykanie wycofują się z Ukrainy, a Polacy zostają z rozłożonymi rękami mówiąc: przecież nam p. Obama obiecywał. Nie można tak wszystkiego bezmyślnie robić. Popatrzmy na Orbana, broni interesu narodowego, coraz więcej przywódców tak robi, a nie klęka w Waszyngtonie i całuje ręce w Brukseli i wyobraża sobie, że dzięki temu będziemy potęgą w tej części Europy”.

Mocne słowa, prawda? I to w Klubie Gazety Polskiej! Co ciekawe i najważniejsze – nie było głosu sprzeciwu wobec tak postawionej przez Księdza sprawy. Przeciwnie, ludzie głośno wyrażali aprobatę dla słów Księdza… Po spotkaniu podszedł do mnie jeden pan i powiedział: a wie pan, mnie się zdaje, że my to na wschodzie nie z Ameryką powinniśmy ustalać politykę, ani dogadywać się z Ukrainą, ale z Rosją. Zgroza! Poczułem fetor putinowskich pieniędzy, które najwyraźniej dotarły już nawet do Klubu Gazety Polskiej w Pabianicach!

A teraz poważnie – nie przeceniając reakcji na spotkaniu, widać jednak wyraźnie, że obłęd sakiewiczowego towarzystwa nie ma wielkich widoków na prowincji. Ludzie nie znoszą Ukraińców banderowskiej proweniencji i brednie i obelgi warszawskiego salonu rusofobów ich nie przekonają, choćby nawet miłość do Ukrainy wpisali do Konstytucji wzorem 1976 r. (po deklaracji Prezydenta Dudy w sierpniu i Sejmu w październiku, wydaje się to jedyny logiczny kolejny krok). Coraz więcej osób też odrzuca serwilizm wobec USA, serwilizm zresztą specyficznego rodzaju, gdyż tak, jak w przypadku deklaracji proniemieckich, tak w przypadku uległości wobec Stanów Zjednoczonych mamy do czynienia z zachowaniem interesownym – te państwa i nasz uniżony sojusz z nimi ma sens tylko wówczas jeśli ma ostrze antyrosyjskie. I zobaczycie Państwo, co będzie, jak Trump spełni swoje zapowiedzi.

I tu doszliśmy na koniec do Donalda Trumpa. Po Brexicie to kolejny wielki znak czasów – świat, a przynajmniej jego ważna część, zmienia się. Polskie elity, zamknięte w kręgu rusofobii i idei Giedroycia-Piłsudskiego zwyczajnie się do niego nie nadają. Ryszard Czarnecki ośmiesza się twierdząc, że antyestablishmentowy wybór Amerykanów wpisuje się w wybór PiS przez Polaków. Wybór PiS, a wcześniej PO jest dowodem na co innego, że jako społeczeństwo jesteśmy w tyle za niektórymi społeczeństwami zachodu. Nie stać nas jeszcze jako społeczeństwa na wybór antyestablishmentowy. Takim byłby sukces Pawła Kukiza pospołu z Januszem Korwin-Mikke. Wciąż wierzymy w swej masie zgranym od 35 lat graczom politycznym, zmieniającym szyldy i miejsce przy żłobie finansowanym z naszych pieniędzy. Cóż, to opóźnienie to jest jednak pewna prawidłowość historyczna. Na razie świat obudził się z Donaldem Trumpem, jako prezydentem USA. Pomimo zakłamanych sondaży, pomimo jęków intelektualnych „elit” i żałosnych prowokacji. Łaknąca normalności tzw. wiejska Ameryka pokazała wreszcie swoja siłę.

Czy Donald Trump spełni oczekiwania? Oby tak się stało. Jego pierwszy wywiad dla „The Wall Street Journal” wskazuje na to, że nie rzucał słów na wiatr w kampanii wyborczej. „Piękny list od Putina” musiał zaboleć naszych psychopolityków. Prosta konstatacja faktów związanych z Syrią – „tak naprawdę nie wiemy, kim są ci, których wspieramy (…) walcząc z Assadem możemy skończyć na walce z Rosją” – dowodzi zrozumienia sytuacji i jest zapowiedzią poważnych zmian w polityce USA. Dla dobra Polski i pokoju światowego należy sobie życzyć, aby Donald Trump wytrwał w swoim stanowisku, aby choroba, ani inne niespodziewane wydarzenia nie przerwały jego kadencji. Amerykanie odsunęli od nas groźbę eskalacji konfliktu do poziomu światowego odrzucając p. Clinton. Ale walka z jastrzębiami wojennymi się nie zakończyła, ona trwa. Czas też na pobudkę w Polsce. Przykład Nigela Farage’a nie wyrwał nas z letargu. Może Trump pozwoli przełamać dramatyczne schematy myślenia. A na horyzoncie Marine Le Pen.

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 47-48 (20-27.11.2016)