God Bless Trump

trump 32.jpg
Donald Trump nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych A.P.! Czy naprawdę grozi nam Armagedon, jak wieszczą salonowe autorytety całego świata? Czy Ameryka dołączy do osi zła? Czy pozostaje nam jedynie czekać na resztę plag egipskich? Co wreszcie wybór Amerykanów oznacza dla Polski?

Wbrew temu, co dość powszechnie sugerowano w czasie trwającej kampanii prezydenckiej, wybór Hillary Clinton nie oznaczałby automatycznie nastania nowej ery miłości i pokoju na świecie, tak w stosunkach wewnętrznych Ameryki, jak i na polu jej polityki międzynarodowej, gdzie Ameryka jest głównym rozgrywającym. Podobne zapewnienia słyszeliśmy wszak przy okazji wyboru Baracka Obamy i nic podobnego nie nastąpiło. Paradoks polega na tym, że byłoby raczej dokładnie odwrotnie, co zdaje się zrozumieli także sami wyborcy. Rzadki to przypadek, gdy wybór kandydata republikanów, a nie demokraty, może okazać się zbawienny dla światowego pokoju.

Rządy Clinton oznaczałyby bowiem kontynuację strategicznych kierunków polityki amerykańskiej, których źródła tkwią w doktrynie neokonserwatyzmu, a które w wymiarze zewnętrznym oznaczają mieszanie się wszędzie i we wszystko. Pod pozorem niesienia demokracji i praw człowieka w najbardziej egzotyczne zakątki świata Stany Zjednoczone od kilku powojennych dekad konsekwentnie realizują swoje partykularne interesy.

Niestety dla reszty świata oznacza to najczęściej chaos, zniszczenie i globalną destabilizację. Al-Kaida, „arabska wiosna ludów”, konflikt na Ukrainie to jedynie pierwsze z brzegu przykłady skutków mieszania się Ameryki w politykę światową. Mówiąc obrazowo, wybór Clinton oznaczałby mniej lub bardziej skorygowaną, ale jednak kontynuację powyższej tendencji, zaś wygrana Trumpa stanowi dużą szansę na odejście od niej. Może wręcz oznaczać nową erę izolacjonizmu w polityce amerykańskiej.
Kolejnym zagadnieniem pozostaje wymiar aksjologiczny dokonanego w Ameryce wyboru.

Zwycięstwo Trumpa może bowiem również oznaczać odejście Ameryki od roli światowego rozsadnika idei tolerancjonizmu, multikulti i promowania wszelkiej maści zboczeń i odmienności w sferze obyczajowej. Ma to znaczenie niebagatelne, bowiem czy tego chcemy, czy nie, oczy całego świata wpatrzone są w Amerykę. Kraj ten wytycza niemal całej reszcie globu styl życia, kierunki rozwoju kultury i sztuki, mody oraz inne aspekty życia codziennego. Odejście od kulturowego nihilizmu, który toczy Amerykę od kilku dekad, może zatem okazać się zbawienne dla całego świata.

Wreszcie „last but not least”, dla Polski wybór Trumpa oznacza zaś zażegnanie groźby konfliktu z Rosją w wojnie o „wolną Ukrainę”, której rządzący Polską PiS bez odgłosu trąbki z Waszyngtonu raczej nie rozpęta.

Maciej Motas

Dzial: